ZAPROSZENIE

Akt erekcyjny Pomnika Poległych Winiarczyków

24 sierpnia, o godz. 12:00 na poznańskich Winiarach na skwerze Stanisława Bręczewskiego przy ul. Sokoła tuż przy kościele, odbędzie się uroczyste podpisanie Aktu Erekcyjnego Pomnika Poległych Winiarczyków. Pomnik ten upamiętnia Winiarczyków, którzy polegli w latach 1918-1921 – także na terenach Kresów Wschodnich.

Pomnik poświęcony w 1923 roku, został zburzony przez okupanta niemieckiego w 1939 roku. Kilkuletnim staraniem komitetu odbudowy zostanie on odbudowany w tej samej formie. Odsłonięcie i poświęcenie Pomnika Poległych Winiarczyków odbędzie się we wrześniu, o czym poinformuję Państwa w osobnej korespondencji.

W imieniu organizatorów przedsięwzięcia serdecznie zapraszam Państwa do udziału w tej skromnej uroczystości

z poważaniem Przemysław Piwecki sekretarz komitetu.

101 ROCZNICA WALK POD ZADWÓRZEM

17 sierpnia 2021 r. mija kolejna 101 rocznica bitwy pod Zadwórzem, zwana Polskimi Termopilami. Bitwa stoczona została w trakcie wojny polsko-bolszewickiej w pobliżu wsi Zadwórze, 33 km od Lwowa.

Celem obrońców, składających się z młodzieży lwowskiej – gimnazjalistów i studentów lwowskich uczelni, było zagrodzenie drogi i opóźnienie podejścia wojsk bolszewickich do Lwowa. Walki na tym terenie toczyły się już w końcu lipca. Dowódcą batalionu, należącego do oddziału rotmistrza Abrahama, był kapitan Bolesław Zajączkowski. Stawił on czoło 1 Konnej Armii Siemiona Budionnego. Bitwa rozegrana na dalekim przedpolu Lwowa pochłonęła wiele ofiar. Z 330 żołnierzy poległo 318. Kilkunastu rannych dostało się do niewoli, a dowódca wraz z kilkoma żołnierzami popełnił samobójstwo. Bitwa pod Zadwórzem rozpoczęła się 17 sierpnia 1920 r. Batalion kapitana Zajączkowskiego maszerował z Krasnego wzdłuż linii kolejowej na Lwów. I tu od strony Zadwórza został ostrzelany z broni maszynowej. Polscy żołnierze zostali osaczeni z trzech stron. Kapitan Zajączkowski wydał rozkaz rozwinięcia batalionu w tyralierę i uderzenia na Zadwórze, by zdobyć stację kolejową i tam zorganizować obronę. Porucznik Antoni Dawidowicz poprowadził oddział na działa stojące w pobliżu stacji. Jednakże Polaków zaatakowała sowiecka konnica. Stacja została zdobyta przez wojsko polskie, także opanowano pobliskie wzgórza, co dało lepszy wgląd na teren i dogodniejsze warunki do prowadzenia walki z dziesięciokrotnie większym przeciwnikiem. W ciągu 11 godzin odparto sześć ataków kawalerii Budionnego. Z czasem zaczynało brakować amunicji. Walczący nie mieli łączności ze Lwowem i nie mogli prosić o pomoc, dlatego zabierano amunicję poległym żołnierzom. Wobec przewagi nieprzyjaciela kapitan Zajączkowski wydał rozkaz wycofywania się do pobliskiego lasu barszczowickiego 30 pozostałym przy życiu żołnierzom. Jednak wkrótce nadeszły nowe siły bolszewickie, które wzmogły natarcie. Porucznik Dawidowicz po raz kolejny zdobył stację kolejową, a pierwsza kompania opanowała pobliskie wzgórze. W nierównej walce wzięły udział także trzy polskie samoloty, które nadleciały od strony Lwowa i zaatakowały siły bolszewickie ogniem karabinów maszynowych oraz bombami. Nawet, gdy zabrakło amunicji polscy żołnierze nie poddawali się. W trakcie odwrotu nadleciały trzy sowieckie płatowce, które ostrzelały broniących się i wycofujących żołnierzy. Ostrzeliwani z broni maszynowej przez sowieckie samoloty, bezbronni, otoczeni przez Rosjan, walczyli jeszcze krótko na kolby w pobliżu budki dróżnika (budynek kolejowy nr 287). Bronili się już tylko bagnetami, tocząc do wieczora krwawy bój, ponosząc wielkie straty, ostrzeliwani przez ciężką artylerię. Sowieci, rozwścieczeni oporem polskiego wojska, zabijali ich szablami, rannych dobijali kolbami. Zabitym odcinali głowy, ręce i nogi. Pozostali przy życiu ranni oficerowie ostatnimi nabojami odbierali sobie życie. Do niewoli sowieci wzięli niewielką grupkę koło budki dróżnika. Kilku obrońców udało się uratować, gdyż na pole bitwy w celu rozpoznania dotarł polski pociąg pancerny, którego załoga pod ogniem bolszewików zebrała kilkanaście ciał rannych i zabitych leżących najbliżej nasypu. Tak ocalał ranny w kark Rudolf Niżankowski, wówczas 15-letni żołnierza Armii Ochotniczej, służącego w 240 pułku piechoty. Tego samego dnia na pole bitwy dotarł polski pociąg pancerny „Huragan”. Na pobojowisko przybyli polscy żołnierze oraz rodziny poległych. Na stacji kolejowej Polacy znaleźli 318 ciał polskich żołnierzy, zmasakrowanych, zbezczeszczonych i obrabowanych. Wielu ciał nie można było zidentyfikować. Rozpoznano jedynie 106 osób. Wszystkich poległych pochowano początkowo w zbiorowej mogile w pobliżu miejsca bitwy. Zwłoki siedmiu poległych obrońców:

  • kapitana Bolesława Zajączkowskiego, dowódcy
  • kapitana Krzysztofa Obertyńskiego,
  • podporucznika Jana Demetera,
  • podchorążego Władysława Marynowskiego,
  • porucznika Tadeusza Hanaka,
  • kaprala Stefana Gromnickiego,
  • szeregowca Eugeniusza Szarka

pochowano później uroczyście z honorami na Cmentarzu Obrońców Lwowa w oddzielnej kwaterze Zadwórzaków. Potem ostatnich dwóch wymienionych ekshumowano i pochowano prawdopodobnie na kwaterach rodzinnych. Pozostali polegli obrońcy Zadwórza zostali pochowani na wojskowym cmentarzyku w Zadwórzu, u stóp usypanego kurhanu, gdzie umieszczono pamiątkową tabliczkę z napisem: Orlętom, poległym w dniu 17 sierpnia 1920 r. w walkach o całość ziem kresowych.

Mimo tylu ofiar, heroiczna obrona zakończyła się sukcesem operacyjnym wojsk polskich. Zdobycie stacji kolejowej, o którą toczyły się najkrwawsze walki, nie powstrzymało Budionnego od wycofania się. Nie kontynuował już dalszego marszu na Lwów i dalej na zachód. 20 sierpnia skierował swoje wojska na północ idąc na odsiecz wojskom w rejonie Wieprza i Warszawy. Po klęsce pod Komorowem wycofał się na wschód. Polskie wojsko zatrzymało sowiecką 1. Armię Konną na froncie południowo – zachodnim i uniemożliwiły mu połączenie się z Tuchaczewskim pod Warszawą. Dzięki temu manewr zza Wieprza mógł zostać przeprowadzony, ponieważ Polacy zyskali więcej czasu, przestrzeni oraz mogli dysponować większą liczbą swoich sił, które nie były związane przez wroga.

Hanna Dobias-Telesińska

„NASZA PANI TARNOPOLSKA” W POZNANIU HISTORIA OBRAZU, PRZED KTÓRYM ODPRAWIONO PIERWSZY RAZ NA ZIEMIACH POLSKICH NABOŻEŃSTWO MAJOWE

Igor Megger

W obłokach otoczona aureolą anielskich główek, z Dzieciątkiem Jezus przy piersi, spoczywa nieba i ziemi Królowa. U dołu wyrasta krzew róży, aniołowie wiją z niego wieńce, to znowu układają różańce i podają je Najświętszej Panience. Dziecię Jezus różaniec trzyma w lewej rączce, a zarazem spogląda pełne majestatu i powagi na ziemie. – OjciecKonstanty M. Żukiewicz (1874–1948) [w:] Królowa Różańca św. w Kościele i Polsce. Tom II, Lwów 1935.

W poznańskim kościele ojców Dominikanów znajduje się jedna z cenniejszych w naszym mieście pamiątek związanych z Kresami Południowo-Wschodnimi, cenna nie tylko z racji jej wieku, wartości artystycznej, ale i z racji ładunku emocjonalnego, który ona przenosi. Mowa o znajdującym się w nim obrazie Matki Bożej Różańcowej z kościoła Dominikanów z Tarnopola.

W materiałach przeze mnie zebranych nie ma określenia dokładnej daty powstania tego obrazu. Został ufundowany prawdopodobnie przez rodzinę Potockich, a namalowany został we Włoszech. Przypuszczalnie powstał w tym samym czasie, co kościół dominikański wraz z klasztorem – był to rok 1779. Kościół Dominikanów w Tarnopolu, który szczęśliwie dotrwał do dziś, stanowi jeden z największych zabytków późnego baroku województwa tarnopolskiego. Niestety, po upadku ZSRR nie został oddany prawowitym właścicielom, natomiast siłą został zajęty przez grekokatolików, klasztor zaś stał się archiwum obwodowym. Katolicy w Tarnopolu, pomimo iż przed wojną posiadali trzy kościoły katolickie, nie odzyskali żadnego (jeden z nich został wysadzony w latach 50.) i nabożeństwa odbywały się w kaplicy cmentarnej. Dopiero w 2009 roku zostały przeniesione do nowo wybudowanego kościoła przy prospekcie Bandery (sic!), w którym znajduje się kopia obrazu.

Wróćmy jednak do czasów dawniejszych. Kościół i obraz w XVIII i XIX w. kilkakrotnie zmieniał opiekunów. Niedługo po konsekracji kościoła cesarz austriacki Józef II skasował na terenie Austrii zakon Dominikanów[1] – musieli oni przenieść się do Żółkwi koło Lwowa. Na ich miejsce przybyli jezuici, których zakon skasował car rosyjski[2]. Władze austriackie przekazały jezuitom na siedzibę właśnie kościół Dominikanów w Tarnopolu. Okres tych zawirowań trwał do roku 1903, kiedy do Tarnopola wrócili Dominikanie. Jezuici w 1908 roku wybudowali dla siebie nowy kościół (po 1945 przerobiony na fabrykę). Obydwa zgromadzenia dbały o kościół i klasztor, prowadziły remonty i wyposażały wnętrza.

To dzięki jezuitom w Polsce utrwaliła się tradycja nabożeństw majowych. Ich celem było pokazanie parafianom piękna cudownych wizerunków Matki Boskiej, które stawiano w ołtarzu głównym. Pierwsze nabożeństwa majowe na ziemiach polskich odbywały się od roku 1827 w Tarnopolu i przeznaczone były dla uczniów gimnazjalnych. Msze te wprowadził ojciec Franciszek Ksawery Asum. W 1836 roku zaczęto je praktykować w Starej Wsi, a od roku 1832 (lub 1837) we Lwowie. Z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, graniczącą z pewnością, przyjąć należy, że nabożeństwo odbyło się przy omawianym przeze mnie obrazie. Ojciec Święty 29 września 1930 roku udzielił odpustu 300-dniowego za każde wezwanie: „Pani Nasza Tarnopolska, módl się za nami!”.

Obraz znajdował się u czoła prawej (południowej) nawy bocznej kościoła, gdyż w centralnym miejscu znajdował się obraz patrona kościoła – św. Wincentego Ferreriusza. Obraz Matki Bożej zdobiony był koronami (ale niekoronowany) oraz wieloma wotami pochodzącymi jeszcze z XIX wieku.

I wojna światowa i walki polsko-ukraińskie spowodowały ostrzał świątyni, ale w przeciwieństwie do innych budynków kościół szczęśliwie ocalał. Jednak nie obyło się bez dramatycznych chwil. Zachowała się relacja o głębokiej wierze w MB Różańcową w 1919 roku, przechowana przez Ojca Żukiewicza:

Było to dnia czwartego, w pierwszą niedzielę maja 1919 roku, gdy kościół polski święcił uroczystość swojej Królowej, a zakon dominikański obchodził pamiątkę 500-letnią zgonu świętego Wincentego Ferreriusza, szczególnie uroczyście w Tarnopolu, jako patrona swojej świątyni. O godzinie dziesiątej wieczór przyszli żołnierze ukraińscy, z najeżonymi bagnetami, wzywając mię, abym natychmiast stawił się do sądu wojskowego. Sytuacja nie bardzo miła dla nikogo, kto zetknął się, chociażby raz i to z daleka, z hajdamakami, a cóż dopiero w polowym sądzie.

Poleciłem się gorąco Matce Boskiej Różańcowej, słynącej łaskami w naszym kościele, i świętemu Wincentemu, i spłynęła do duszy mojej dziwna ufność, że w dniu tak wielkim, Oni mię nie opuszczą, ale owszem, spełnią jakąś niezwykłą łaskę swoją. Noc była deszczowa i choć majowa, ciemna bardzo, szedłem w otoczeniu patroli i odmawiałem różaniec. Wstępując na salę sądową, dorozumiałem się, że chodzi tu o spowiedź przedśmiertną skazańca. Ale po co mię wołali? Wszak jest już administrator parafii ksiądz Eugeniusz Baziak. Przyszedł wezwany pod nieobecność komendanta Wołka, który zastawszy go już słuchającego spowiedzi, z niewiadomej przyczyny przerwał mu takową i zagroził wyrzuceniem. Wołk posłał patrol po mnie, ale ksiądz Baziak czekał, aby mi oddać Najświętszy Sakrament.

O, jak źle było Panu Jezusowi wśród tych hajdamaków, a rzekomo katolików. Żadnego stolika, gdzie by można złożyć „Sanctissimum”, żadnego światła, a dokoła kręcą się dzikie postacie Ukraińców, bez najmniejszego znaku uszanowania – jak gdyby ten Chrystus nie był ich Bogiem dlatego, że przyniósł Go ksiądz polski. – Potrzeba więc było wziąć Pana Jezusa na piersi i tulić Go do siebie. Gdzie mam spowiadać? – zapytałem. – Ot, tutaj na sali – odrzekł komendant i wskazał mi na stojący pod drzwiami tapczan i na klęczącego przed nim młodego chłopca, Rudolfa Popiela. Jak to tutaj? – mówiłem. – Wśród tylu świadków? Zaprowadźcie mnie do więziennej kaplicy lub osobnej celi. – Innego miejsca nie ma – odpowiedział oficer. – Jak ksiądz chcesz spowiadać, to spowiadaj, a jak nie, to się obejdzie! – Więc nie było rady i zacząłem spowiedź…

Skończyłem spowiedź i już miałem mu podać Komunię świętą, wtem myśl przeleciała mi przez głowę: czy prócz ciebie nikt więcej nie jest skazany na śmierć? Och! Jest jeszcze drugi, była odpowiedź i to jest ogromną męką moją. Ja wiem, że będzie tak, jak mówiłeś, ojcze, Matka Boska weźmie mię do siebie, ale on w nic nie wierzy, a jest bardzo szlachetnym chłopcem, on może zginąć, jak zwierzę… I to jest, co mi zatruwa tę chwilę ostatnią! Chłopiec był jak lilia czysty, tę mający winę, że kochał Polskę i dlatego był skazanym na śmierć! Żadnej broni nie znaleziono u niego, jednak go o to skazano i nahajkami wyznanie wymuszono… Jaką siłą zachowałeś tak czystą duszę, wśród tylu ponęt do złego, wśród znieprawienia tej okrutnej wojny? – pytałem chłopca. – Ojcze, – odrzekł – w waszym kościele jest taki śliczny obraz Matki Boskiej Różańcowej, tam modliłem się często bardzo… – Módl się, – odrzekłem – módl się gorąco do Matki Boskiej Różańcowej. Komunii świętej w tej chwili ci nie dam, bo mam tylko jedną Hostię, więc muszę ją między was obu podzielić. Ofiaruj te ciężkie chwile twoje za jego nawrócenie, a zobaczysz, pójdziecie razem do Matki Boskiej!…

Czy już nie ma więcej nikogo do spowiedzi? – zapytałem oficera. – Ot, jest jeszcze jeden skazaniec – brzmiała odpowiedź i wskazał na młodego człowieka, stojącego wśród żołnierzy. Był to ukończony student filozofii, Jerzy Dmytrów. Zbliżyłem się do niego z zapytaniem, czyby się nie chciał pojednać z Bogiem? Odpowiedział mi pełen spokoju: Proszę księdza nie odbierać mi odwagi. Ukochałem Polskę i ona była jedyną ideą mojego życia, śmierć moja niech będzie dowodem jak ją kochałem i jak jej służyłem. A ze śmiercią skończy się wszystko, bo poza nią nic nie ma i ja w nic nie wierzę! Właśnie – odrzekłem – przychodzę, mój bracie drogi, aby ci więcej jeszcze dodać odwagi, bo wiara nie odbiera jej, ale dodaje. Zresztą jesteś pewnym, że poza grobem nic nie ma, że ze śmiercią kończy się wszystko? – Czy jestem pewnym… pewnym??? – powtarzał, jakby chciał sobie coś przypomnieć. – Pewnym nikt być nie może, ale wątpię! – Więc czy nie lepiej rozwiać te wątpliwości, a jeśli tam coś jest, czy nie lepiej iść przygotowanym? Życie twoje tutaj było ciężkim, śmierć okrutną, tam przynajmniej lepiej ci będzie. – Skupił się w sobie na moment, a po chwili wyrzekł: Nie myślałem o tym, księże, nikt tak do mnie nie mówił…

Pan pozwoli – zwróciłem się do komendanta – że z tym człowiekiem porozmawiam nieco. Ale groźny Wołk odrzekł krótko: Jeśli delikwent chce się spowiadać, to dobrze, na żadne się rozmowy nie zgadzam. – Przecież pan także katolik – mówiłem dalej – pan słyszy, że tu nie ma mowy o sprawach politycznych, ale o rzeczach sumienia, proszę więc nie bronić… – Wołk skinął głową i poszliśmy ze skazańcem do stojącego w kącie tapczanu…

Po chwili rozmowy zaszedł znowu jeden epizod. Dmytrów był strasznie zbitym, tak że nie mógł klęczeć, więc prosiłem go, by usiadł przy mnie. Rozmowa nasza była krótką, bo jak się okazało i niewiara nie była głęboką, ot, zwykła niewiara młodzieńcza, jedno moje zdanie wystarczyło, aby go przekonać zupełnie i usłyszeć wyznanie: Ojcze, wierzę we wszystko, tak jak uczyłem się w katechizmie!

Rozpoczęliśmy spowiedź. Wtem na środek sali wchodzi Wołk i głosem donośnym pyta: Dlaczego delikwent nie klęczy? Spowiadać księdzu pozwalam, ale rozmawiać zabraniam! Dmytrów odpowiada spokojnie: Nie klęczę, boście mię tak zbili, że klęczeć nie mogę. – Wołk sroży się więcej jeszcze, podnosi rękę i wrzeszczy: Protestuję przeciw temu, bo u nas nikogo się nie bije! – Tymczasem bili. Och! I jak bili, że ludzie konali pod nahajkami! Proszę komendanta, by mi nie przeszkadzał i pozwolił kończyć spowiedź. Słyszę na to rozkaz: Spieszyć się, bo nie ma czasu!

Po spowiedzi prosił mężny skazaniec, aby się z nim pomodlić. Jakaż modlitwa stosowniejszą była jeśli nie: –„Zdrowaś Maryjo”? Odmawiał każde słowo ze skupieniem tak głębokim, jakby od razu chciał wchłonąć w siebie wszystkie prawdy i wszystkie moce, w modlitewnych wyrazach zamknione. A gdy doszedł do słów: „I w godzinę śmierci”, czułem, że śmierć dla niego straciła już zupełnie swoją grozę, bo ujrzał duszą Królowę tej Polski, za którą umierał… – Ojcze, dziękuję ci – mówił – bo nikt mi tyle szczęścia nie dał w życiu. Ty mi dałeś, ostatnimi słowami moimi będzie ta modlitwa, którąś mi przypomniał.

Nastała chwila Komunii świętej. Na tapczanie złożyłem Najświętszy Sakrament i klęcząc w pośrodku nich dzieliłem Hostię: na szczęście przyjmowali Ją z wiarą i męstwem pierwszych męczenników […]

Groźny pan Wołk stał przede mną. – Tych ludzi – mówiłem – skazaliście niewinnie, sumienie każe mi to panu powiedzieć! – Czułem, że przeszedł po nim dreszcz. Jąkając się, zaczął mówić, że to przecież nie należy do przyjemności ludzi na śmierć skazywać, że grzebią się przepaście między dwoma narodami itd., itd. – Nie przyszedłem dysputować! – dorzuciłem, ale tylko przypomnieć panu, że masz uczynić wszystko, co w pańskiej jest mocy, aby wykonaniu wyroku przeszkodzić, jeszcze czas! – A, jak ksiądz tak mówi – odrzekł po namyśle – proszę mi zaufać, poczynię wszelkie kroki, by do śmierci nie przyszło – i podał mi rękę. Z przymusem dotknąłem jej, jak ręki kata. Ale na moment sądziłem, że może w człowieku tym jest choćby iskra szlachetności.

Wyszedłem na ulicę. Lecz zaledwie postąpiłem kilkadziesiąt kroków, rozległo się sześć karabinowych strzałów!… Pociemniało mi w oczach, oparłem się o jakiś kawał muru – komendant ukraiński spełnił oficerskie słowo!”.

Gorsze dla kościoła, jako dla budynku, były następstwa drugiej ze światowych wojen. 19 września 1939 roku Sowieci zaczęli ostrzeliwać kościół z armatek, tłumacząc się, że z wież prowadzono do nich ostrzał (co nie było prawdą). W trakcie ostrzału spłonął dach świątyni, organy oraz boczne ołtarze. Obraz został szczęśliwie wyniesiony w trakcie pożaru i ocalał. Zachowała się relacja brata Jacka Matrogi o jego ocaleniu:

19 września zaczęli ostrzeliwać Sowieci z armatek kościół dominikański, który zaczął płonąć. Przerażony tym… chcąc ratować obraz Matki Boskiej Różańcowej, wszedłem na boczny ołtarz (w prawej nawie), na którym wisiał bardzo duży i bardzo ciężki obraz. Zdjąłem go i ustawiłem na posadzce pod ścianą i zastanawiałem się, gdzie go ukryć. W tej chwili weszli do kościoła Sowieci. Zobaczyli mnie w pobliżu ołtarza, kazali podnieść ręce do góry i aresztowali. Po mszy św. została w kościele garstka ludzi, których opanowało przerażenie. Wśród nich była moja znajoma, dyrektorka Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego Towarzystwa Szkoły Ludowej w Tarnopolu, dr Zofia Turecka. Wzrokiem poprosiłem ją, wskazując na obraz, aby się nim zajęła. Zabrano mnie do zakrystii… następnie do więzienia… Pani Turecka, mądra kobieta, z kilku innymi paniami zabrała ten obraz i wyniosła go przez ogród i bramę wjazdową, wychodzącą na ulicę Konarskiego, o której istnieniu Sowieci jeszcze nie wiedzieli i nie obstawili jej. Obraz zaniosła do swojego domu przy ul. Słowackiego 6. Wyjęła go z pięknie złoconych srebrnych ram i zawiesiła go (ukryła) pod dywanikiem nad łóżkiem. W ten sposób obraz ten przechował się do czasu powrotu Dominikanów do Tarnopola w czasie okupacji niemieckiej 1941–1944”.

Za „pierwszych Sowietów” kościół był nieczynny. Dopiero w czasie okupacji niemieckiej, w marcu 1943 roku, władze zgodziły się na zbudowanie prowizorycznego dachu. Z powodu zniszczenia ołtarza bocznego wizerunek MB zawieszono w kaplicy MB Bolesnej. Oblężenie Tarnopola w 1944 roku zniszczyło miasto doszczętnie. W jego trakcie zginęła Zofia Turecka, która spłonęła w piwnicy swojego domu wraz z nianią, której nie chciała zostawić. Kiedy w 1945 roku Sowieci nakazali dominikanom opuścić Tarnopol, opuszczali go oni „na raty”, każdy osobno, by mogli przewieźć jak najwięcej rzeczy. Transport obrazu i dostarczenie go do Krakowa przypadło Antoninie Mrazkównie[3].

Obraz poprzez Lwów dotarł w 1946 roku do Krakowa, gdzie nastąpiło zdarzenie, które nazwać by można „zjazdem cudownych obrazów Matki Boskiej”. Albowiem znajdowały się wtedy u krakowskich Dominikanów prócz opisywanego obrazu m.in. także z Podkamienia (obecnie we Wrocławiu) oraz Czortkowa (obecnie w Warszawie). Ostatni przeor tarnopolski, o. Wojciech Kobzdej, przekazał obraz do nowo budowanego kościoła Dominikanów w Poznaniu.

Dominikanie pojawili się w tym mieście w 1231 roku, jednak w XIX wieku król pruski skasował zakon, odbierając im kościół przy ul. Szewskiej. Powrócili do Poznania dopiero w 1937 roku. Projekt nowego kościoła Dominikanów w Poznaniu powstał w latach 1937/38. Do wybuchu wojny wybudowano tylko część klasztoru od ul. Libelta. Budowę kościoła wznowiono w 1947 roku według projektu prof. Adolfa Szyszko-Bohusza, przekazanego przez krakowskich Dominikanów. W projekcie autor wiernie powtarzał zaprojektowany przez siebie w latach 1927– 1928 kościół św. Piotra i Pawła w Trembowli[4]. Obiekt nie przystawał do warunków poznańskich – w Trembowli stanowił ośrodek duszpasterstwa parafialnego, a w Poznaniu miał być dużą świątynią zakonną, nastawioną na duszpasterstwo akademickie (funkcję tę pełni do dziś). Nie wiadomo, czy Szyszko-Bohusz w ogóle odwiedził wtedy Poznań – zmarł w 1948 roku w Krakowie. Było to jedno z jego ostatnich dzieł.

Kościół został zbudowany w latach 1948–1960. Patronką kościoła została tak jak w Tarnopolu Matka Boża Różańcowa.

W 1949 roku nastąpiło wmurowanie kamienia węgielnego. Dzięki zapiskom na temat tej uroczystości wiemy, że 2 października tegoż roku Matka Boża Tarnopolska została umieszczona w nowym kościele najpierw w prowizorycznym ołtarzu głównym. Obecnie znajduje się w kaplicy Adoracji, w zakończeniu prawej nawy.

W latach 90. obraz przeszedł renowację. Obecnie, tak jak przed wojną, odbywają się przed nim nabożeństwa różańcowe, choć jest w mojej opinii obrazem „zapomnianym” – Dominikanie publikują o nim bardzo mało informacji.

Obraz Matki Bożej Różańcowej jest jednym z dwóch „świętych obrazów”, które z Kresów po II wojnie światowej trafiły do Metropolii Poznańskiej. Drugim jest znajdujący się w Kaliszu obraz MB Nieustającej Pomocy z kościoła Karmelitanek Bosych we Lwowie. Kopie obrazu MB Różańcowej znajdują się w nowo zbudowanym kościele w Tarnopolu (od 2005), z tym że twarz jednego z aniołów została zastąpiona twarzą papieża Jana Pawła II. Natomiast później wykonana podobna kopia obrazu (innego autora) znajduje się w kościele parafialnym w Reńskiej Wsi koło Kędzierzyna-Koźla. W Poznaniu znajduje się także kopia Matki Bożej Łaskawej z lwowskiej katedry, ale to już temat na inny artykuł.

Bibliografia:

Historia Dominikanów w Poznaniu [w:] www.poznan.dominikanie.pl

Kukiz Tadeusz, Madonny Kresowe, część II, Warszawa 2001.

Wiater Elżbieta, Obraz, przed którym po raz pierwszy na ziemiach polskich odprawiono nabożeństwo majowe [w:] www.aletea.pl

Żukiewicz Konstanty M., Królowa Różańca Św. w Kościele i Polsce, tom II, Lwów 1935.

[1] Dekret z 1792 roku o kasacji wszystkich zgromadzeń męskich i żeńskich niezajmujących się szkolnictwem. Zlikwidowano wtedy ok. 700 domów zakonnych gromadzących blisko 38 tysięcy zakonników i zakonnic. Pomimo tego cesarz Józef II uważany jest jako reformator oraz odnowiciel Kościoła Austrii, chciał bowiem pokryć kraj możliwie jak najgęstszą siecią parafialną, tak aby z każdej miejscowości można było w ciągu godziny dojść do kościoła. W latach 1782–1783 utworzono 800 nowych parafii. Towarzyszyło temu burzenie tych kościołów, które nie pasowały do cesarskiego schematu. Proboszczowie mieli być w zamysłach Józefa II urzędnikami państwowymi. Z ambon mieli odczytywać i objaśniać rozporządzenia cesarskie, szerzyć wiedzę rolniczą i medyczną, zwalczać przesądy, nawoływać do pracowitości i moralności oraz uczyć młodzież. Cesarz drobiazgowo uregulował organizację parafii i diecezji, ingerując nawet w porządek nabożeństw. Rozwiązywał bractwa religijne, zakazywał procesji i pielgrzymek. Ze względów oszczędnościowych określał nawet, ile świec może palić się na ołtarzu.

[2] Jezuitów skasował papież Klemens IV w 1773 roku na całym świecie prócz Prus i Rosji, które sprzeciwiły się temu. Zakon odnowiony został w 1814 roku, co spowodowało sprzeciw cara Aleksandra I, który w 1820 roku wygnał ich z Rosji. Decyzja cara podyktowana była tym, że chciał w Rosji utworzyć w Połocku „centralę” jezuicką.

[3] kronika klasztoru w Tarnopolu przypisuje jej także ukrycie w czasie okupacji co nie jest do końca prawdą.

[4] Obecnie kościół w Trembowli ma znacznie obniżone wieżę, zachowała się natomiast niewidoczna na fotografii przedwojennej kolumnada.

88 LAT TEMU ZADEBIUTOWAŁA „WESOŁA LWOWSKA FALA”

Wesoła Lwowska Fala - Ballada o pięknej Karolci - YouTube

16 lipca 1933 roku na antenie Polskiego Radia pojawiła się „Wesoła Lwowska Fala”. Od tego momentu w każdą niedzielę o godzinie dziewiątej wieczorem rzesze słuchaczy w całej Polsce nie odchodziły od radioodbiorników. Szacowano, że było ich ok. 6 milionów.

Naprzód była „Wesoła Niedziela Lwowska”, która przez 12 godzin nadawała ze Lwowa swoje programy: w skład audycji wchodził humor, wesoła piosenka, dowcip, satyra, lekka muzyka. Audycja miała nie tylko charakter satyryczny, ale i publicystyczny. Później ustalono, że po 21-szej w każdą niedzielę nadawana będzie audycja ogólnopolska „Wesoła Lwowska Fala”.

Pomysłodawcą i twórcą audycji był Wiktor Budzyński. Ten zapalony radiowiec skompletował cały zespół, pisał scenariusze i dialogi dla wykonawców. Filarami „Wesołej Lwowskiej Fali” byli: Szczepcio (Kazimierz Wajda) i Tońcio (Henryk Vogelfänger), a także Włada Majewska. Pozostali z zespołu to: Mira Grelichowska, Stanisław Wasiuczyński, Józef Wieszczek i Stanisław Czerny. Aprikosenkranz (Mieczysław Monderer) i Untenbaum (Adolf Fleischer) parodiowali język żydowski.

Aktorzy „Wesołej Lwowskiej Fali” podróżowali ze swoimi występami po całej Polsce. Aż do wybuchu wojny. We wrześniu 1939 roku zespół Polskiego Radia opuścił Lwów i radiostacja zamilkła. Zespół „Wesołej Lwowskiej Fali” przekroczył granicę polsko-rumuńską., by później dotrzeć do Francji. Zmobilizowany do Polskich Sił Zbrojnych przeszedł szlak bojowy z wojskiem polskim na Zachodzie: przez Francję, Wielką Brytanię, Włochy. W latach 1940–1946 na obszarze Francji, następnie Szkocji i Anglii była tworzona „Czołówka Teatralna Wojska Polskiego”.

Po wojnie zespół przestał istnieć. Większość jego członków pozostała na emigracji.

Hanna Dobias-Telesińska

Historia Polski dzień po dniu - 16 lipca 1933 roku Polskie Radio Lwów  wymitowało pierwszy odcinek programu satyrycznego pt "Wesoła lwowska fala".  Gwiazdami tego gromadzącego przed odbiornikami w całej Polsce 6 milionów

UROCZYSTOŚCI ZWIĄZANE Z OBCHODAMI NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI LUDOBÓJSTWA W ROCZNICĘ PAMIĘTNEGO DNIA 11 LIPCA 1943 ROKU

Msza św. w kościele o.o. Dominikanów za ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej.

Czytania i modlitwę wiernych przeprowadzili członkowie Towarzystwa: Marta Markunina, Katarzyna Kwinecka i Paweł Kuleszewicz, oprawę muzyczną – Psalmy i piękną pieśń „Panis angelicum” zaśpiewała Agnieszka Szymańska.

Na dziedzińcu uroczystości uświetniła Wojskowa Asysta Honorowa z Kompanią Honorową, sygnalistą i werblistą z 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach pod dowództwem porucznika Michała Hofmana.

Przy tablicy trójka proporcowa ze Stowarzyszenia Reprezentacyjnego Oddziału Ułanów Miasta Poznania w Barwach 15. Pułku Ułanów Poznańskich.

Po zakończonej liturgii zebraliśmy się na dziedzińcu: prezes Katarzyna Kwinecka powitała zebranych i krótko przedstawiła tło historyczne naszej uroczystości. Zakończyła apelem: … dziękuję Państwu za obecność i proszę – spotykajmy się tu co roku. Pamięć jest potrzebna i następnym pokoleniom i nam byśmy nie zobojętnieli. „Tylko świadomość własnej przeszłości pozwala włączyć się nam w długi szereg pokoleń, by przekazać następnym wspólne dobro – Ojczyznę” (cytat JP II).

Następnie wraz z bratem zakonnym odmówiliśmy modlitwę za ofiary.

Wojewoda Michał Zieliński skierował do uczestników uroczystości list, który odczytała Teresa Masłowska.

Apel Pamięci poprowadził mjr Tomasz Wykrota.

Po Apelu jeszcze jedna okoliczność: panu Franciszkowi Bąkowskiemu została wręczona Złota Odznaka TML i KPW. W imieniu Zarządu Głównego dekoracji dokonał delegat ZG Janusz Furmaniuk. Pan Bąkowski jest „dzieckiem ocalonym” z napadu na Hutę Pieniacką. Po ocaleniu jako sierota, przebywał w różnych domach dziecka na terenie kraju. Jest jednym z założycieli Stowarzyszenia Huta Pieniacka. Jest zaprzyjaźniony i współpracuje z naszym Towarzystwem. W 2018 roku wraz z ks. Isakowiczem-Zaleskim odsłaniał urnę z ziemią z miejsc mordów na Wołyniu ufundowaną przez nasz Oddział.

Dalej nastąpiło składanie wiązanek kwiatów i zapalanie zniczy:

– w imieniu Michała Zielińskiego – Wojewody Wielkopolskiego – Teresa Masłowska wraz z Zenonem Wechmannem – Przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Kombatanckiej;

– w imieniu Jacka Jaśkowiaka – Prezydenta Miasta Poznania – Rafał Ratajczak

– oraz liczne organizacje i osoby prywatne.

Na zakończenie tej części uroczystości dowódca Okręgu Wielkopolskiego Polskich Drużyn Strzeleckich- płk Paweł Kuleszewicz wyrecytował swój wiersz „Spis grzechów” (nagrodzony brawami):

Gdy kiedyś stanę przed Panem, spis grzechów Mu przedłożę,

Powiem: – Byłem fanem Polski!- Wybacz panie Boże!

Że przy woli Twojej, na Tej ziemi żyłem,

To z miłości do Niej… trochę nagrzeszyłem.

A Bóg powie do mnie, łaskawy bez miary…

– Grzeszyłeś dla Polski! Za to nie ma kary!

I jeszcze ,,Cisza” na trąbce. Wojsko odeszło.

Przy tablicy pięknie zaśpiewała pieśń na pożegnanie porucznik Agnieszka Szymańska.

Tego samego dnia msza św. w kościele p.w. św. Jana Kantego na Grunwaldzie odprawiona została o godz. 17.00 w dolnej kaplicy kościoła. Uroczystość miała charakter bardziej kameralny, ale zgromadziła dość licznych wiernych, również rodziny z dziećmi, co jest bardzo budujące.

Przy tablicy poczet sztandarowy Bractwa Kurkowego.

Przed końcowym błogosławieństwem Igor Megger – wiceprezes poznańskiego Oddziału TML i KPW – odczytał okolicznościową modlitwę apel poległych.

Stajemy dziś – z pochyloną głową, pełni zadumy i bolesnego skupienia, do uroczystej modlitwy – apelu poległych, pomordowanych i zaginionych, na własnej ziemi, w setkach wsi i miasteczek Wołynia, Podola i Ziemi Lwowskiej.

Ich majętnością było tylko życie,
ich winą – POLSKOŚĆ,
ich karą – cierpienie,
ich katem – właśni sąsiedzi.

Módlmy się za wszystkich, którzy na zawsze zostali pogrzebani w nieoznakowanych mogiłach studniach, rowach, polach i lasach bez krzyża i prawa do godnego pochówku.

     Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci.

Módlmy się za żołnierzy samoobron, Istriebitelnych Batalionów, partyzantów, którzy jak biblijni Machabeusze do ostatka bronili swojej ziemi i rodzin.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci.

Módlmy się za bohaterskie matki, które to pomimo możliwości ucieczki zostały ze swoimi dziećmi i z nimi podzieliły krwawy los, oraz za te, które przeżyły widząc cierpienie swych dzieci. Nikt nie opisze, nikt nie wypowie, nikt bezmiaru ich cierpienia nie pojmie.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci.

Módlmy się za kapłanów niezłomnych, którzy jak dobrzy pasterze do końca opiekowali się swoimi parafianami wraz z nimi oddając życie do końca pełniąc posługę kapłańską.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci.

Po skończonej liturgii przed pamiątkową tablicą nastąpiło składanie kwiatów. Poznański Oddział TML i KPW reprezentowali: Igor Megger i Henryk Robak.

Przy wyjściu można było złożyć datek na akcję charytatywną TML i KPW.

Tekst i foto: Wanda Butowska

77 ROCZNICA AKCJI BURZA – OPERACJA OSTRA BRAMA

Światowy Związek żołnierzy Armii Krajowej Okręg Wielkopolska, Środowisko „Ostra Brama” w Poznaniu oraz Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej zorganizowały uroczystości związane z 77 rocznicą Akcji Burza – operacja Ostra Brama.

Uroczystość rozpoczęła się mszą św. o godz. 18.30 w kościele p.w. Św. Wojciecha na Wzgórzu Św. Wojciecha w Poznaniu odprawioną w intencji bohaterskich żołnierzy Armii Krajowej okręgów wileńskiego i nowogródzkiego uczestniczących przed 77 laty w walkach w ramach Akcji Burza – operacja Ostra Brama. Akcja Burza była operacją wojskową zorganizowaną i podjętą przez oddziały Armii Krajowej przeciw wojskom niemieckim w końcowej fazie okupacji niemieckiej i bezpośrednio przed wkroczeniem Armii Czerwonej na tereny II Rzeczypospolitej. Rozkaz do rozpoczęcia akcji wydał gen. Bór-Komorowski.

Po uroczystości w kościele uczestnicy przeszli do krużganków pod tablicę upamiętniającą walki w 1944 roku. Tu składano wiązanki kwiatów oraz rzucano róże pod tablicę. Nasze Towarzystwo reprezentowała prezes Katarzyna Kwinecka, Renata Zawirska-Wojtasiak oraz Władysław Opiat.

Uroczystość zakończył wspólny śpiew, począwszy od pieśni ,,Na znojną walkę..”

Katarzyna Kwinecka

NOWY 153 NUMER „GŁOSÓW PODOLAN” ORAZ ZESZYT SPECJALNY NR 12 – JUŻ DOSTĘPNE

Szanowni Państwo!

Serdecznie zapraszamy do lektury nowego 153 numeru kwartalnika „Głosy Podolan”, biuletynu poznańskiego oddziału TML i KPW poświęconemu tylko byłemu województwu tarnopolskiemu, wraz ze stronami poświęconymi działalności poznańskiego Oddziału TML i KPW, oraz warszawskiego Klubu „Podole”.

W numerze 153 :

Stanisław BOGUMILSKI (Poznań) – Moja droga (cz.IV)Wspomnienia z Kamionki Strumiłowej

Jerzy Jan MILLER (Poznań) – Edward i Magdalena Dubanowicz z d. Cieńska – portret kresowej rodziny (cz. II – ostatnia)

Zbigniew ŻYROMSKI (Wrocław) – Zwyczaje ludności kresowej na Podolu (cz. II maj – czerwiec)

Zbigniew BARYLAK (Stróżna) – Kornel Ujejski (1823–1897) – syn ziemi buczackiej

Eugeniusz JAWORSKI (Żary) – Wschodnie losy moich rodaków

Tadeusz JÓŹKÓW (Milicz) – Moje wspomnienia (cz. I – Kopyczyńce)

Igor MEGGER (Poznań) – Modelarstwo lotnicze w województwie tarnopolskim

Marek SZPYTKO (Poznań) – Wędrówki po Kresach (cz. I)

REDAKCJA – 95 urodziny Jerzego Stopy, Aktualności z Podola

Hanna DOBIAS-TELESIŃSKA(Poznań) – Ś.p. Teresa Mayer

Igor MEGGER (Poznań) – Żegnamy zasłużonych krajan z naszego województwa

REDAKCJA – Żegnamy zmarłych prenumeratorów, kondolencje

Irena KOTOWICZ (Warszawa) – Wspomnienie o SM Teresie Kruczkowskiej

Hanna DOBIAS-TELESIŃSKA (Poznań) – Działalność poznańskiego Oddziału TML i KPW w 2020 r. (cz.II – ostatnia)

Swoistą „tradycją” jest wydawanie przez redakcję po każdym 50 numerze – bibliografii „Głosów”. W kwietniu br. opracowaliśmy bibliografię za numery 1-151. Znajdują się w niej: spisy treści wszystkich numerów, indeks autorów, indeks geograficzny miejscowości poruszanych (ponad 110 miejscowości woj. tarnopolskiego) oraz wykaz nekrologów. Bibliografia liczy 70 stron formatu A4.

Wersja papierowa numeru 153 zostanie rozesłana prenumeratorom z początkiem lipca. Bibliografia natomiast ze względu na format i objętość, a także fakt, że tylko garstce prenumeratorów będzie ona użyteczna dostępna jest tylko w wersji cyfrowej. Osobom chętnym zostanie ona wysłana na e-mail oraz znajduje się na stronie WBC. Osoby chętne nieposiadające dostępu do Internetu prosimy o kontakt – wyślemy płytę z nagranym numerem do wydrukowana w każdym punkcie ksero.

Numer 153 w całości bezpłatnie znajduję się w wersji elektronicznej na stronie Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej, pod dokładnym adresem:

https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/591131/edition/501059/content?ref=struct

Natomiast Zeszyt Specjalny – Bibliografia: https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/590122/edition/500485/content

Osoby zainteresowane wersją papierową, oraz prenumeratą prosimy o kontakt pod nr 728-252-793, lub na adres e-mail igor_mode@wp.pl. Wersja cyfrowa jest bezpłatna.

Serdecznie zapraszamy do nadsyłania materiałów do następnych numerów – wspomnień, refleksji, artykułów historycznych, pożegnań.

W imieniu redakcji „Głosów Podolan” Igor Megger – Redaktor Naczelny

80. ROCZNICA KAŹNI PROFESORÓW LWOWSKICH

4 lipca b. r. mija 80. rocznica zamordowania przez Niemców profesorów lwowskich uczelni. Zbrodni tej dokonała Einsatzkommando zur besonderen Verwendung, specjalna jednostka policyjna Sicherheitsdienst (policja bezpieczeństwa III Rzeszy), pod dowództwem Eberharda Schőngartha, wg przygotowanej przez ukraińskich studentów listy naukowców wyższych uczelni Lwowa, głównie wydziału lekarskiego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza i Politechniki Lwowskiej. Aresztowani 3 lipca w nocy rozstrzelani zostali 4 lipca. Zamordowanych zostało 22 polskich profesorów i docentów wraz z niektórymi członkami rodzin i przypadkowo przebywających w tym czasie w ich mieszkaniach znajomych. Łącznie zginęły 52 osoby. Trzech naukowców zostało rozstrzelanych 11 i 26 lipca 1941 r. W ten sposób Niemcy rozprawiali się z polską inteligencją, która mogła im zagrażać. Polska nauka poniosła niepowetowane straty. Aby uniknąć problemów, Polacy ze Lwowa rozstrzelani zostali niemal od razu po aresztowaniu. O profesorów krakowskich podobnie aresztowanych, upomniała się niemal cała naukowa Europa, gdyż faktu, że zostali przewiezieni do obozów, nie udało się zataić. Naukowcy ze Lwowa nie mieli takiego szczęścia, gdyż wytyczne przeprowadzania tej akcji podjęto na najwyższym szczeblu Trzeciej Rzeszy. Już 2 lipca 1941 r. w swoim gabinecie na terenie Politechniki Lwowskiej został aresztowany przez Gestapo prof. Kazimierz Bartel, pięciokrotny premier rządu Polski, wybitny naukowiec, którego przewieziono do siedziby Ottona Rascha. Gestapowcy ograbili z cennych antyków mieszkanie Bartlów, a książki naukowe przewieziono do Berlina. Podobnej grabieży dokonywano w mieszkaniach innych naukowców. Kazimierz Bartel został zamordowany przez Niemców jako „największy polski komunista”, na dziedzińcu więzienia w dawnym klasztorze Brygidek. Aresztowanych profesorów przewożono do budynku bursy dawnego Zakładu Wychowawczego im. Abrahamowiczów położonego pomiędzy nową siedzibą Gestapo w budynku dawnego zarządu elektrowni u zbiegu ulic Pełczyńskiej i Kadeckiej i Szkołą Kadetów.

W skład oddziału dokonującego aresztowań wchodzili m.in.

  • Ferdinand Kammerer (ur. 1915)
  • Gerhard Hacker (1912–1950)
  • Kurt Köllner (1908–1972)
  • Karl-Heinz Keller (1907–1963)
  • Pieter Menten (1899–1987) (jako tłumacz i przewodnik)
  • Viktor Gurth (ur. 1911)
  • ukraińscy milicjanci (jako tłumacze)

W bursie profesorowie pojedynczo prowadzeni byli na przesłuchania. Prof. Groëra podczas przesłuchania oskarżono o zdradę, gdyż uważano go za Niemca. On uważał się za Polaka, który tylko ukończył niemiecki uniwersytet. By uniknąć kłopotów i krytyki międzynarodowej, gdyż żoną profesora była Angielka Cecylia Cumming, po przesłuchaniu zwolniono go z więzienia wraz z pięcioma osobami ze służby i woźnym z Politechniki.

Miejscem straceń były Wzgórza Wuleckie, gdzie poprowadzono profesorów w dwóch grupach. Pierwsza grupa udała się tam pieszo niosąc ciało Adama Ruffa zabitego przez Niemców podczas przesłuchania, druga grupa okrężną drogą została przetransportowana ciężarówką. Następnie osobno dowieziono trzy kobiety. We wczesnych godzinach rannych 4 lipca 1941 r. rozstrzelano w sumie 37 osób, w zbiorowej mogile spoczął także zabity wcześniej Adam Ruff. Wśród ofiar było 21 profesorów, żony trzech z nich, synowie dziewięciu, jeden wnuk również ksiądz, lekarz, prawnik oraz mąż jednej z gospodyń. Spośród aresztowanych w bursie z niewiadomych przyczyn wydzielono jeszcze sześć osób: cztery z nich rozstrzelano tego samego dnia lub następnego.

Zamordowani zostali:

4 lipca:

  1. Prof. dr med. Antoni Cieszyński , lat 59, kierownik Katedry Dentystyki UJK, obrońca Lwowa w 1918;
  2. Prof. dr med. Władysław Dobrzaniecki, lat 54, ordynator Oddziału Chirurgii Państwowego Szpitala Powszechnego, obrońca Lwowa w 1918;
  3. Prof. dr med. Jan Grek, lat 66, profesor w Klinice Chorób Wewnętrznych UJK;
  4. Maria Grekowa, lat 57, żona profesora Jana Greka;
  5. Doc. dr med. Jerzy Grzędzielski, lat 40, ordynator Kliniki Okulistycznej UJK;
  6. Prof. dr Edward Hamerski, lat 43, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych Zwierząt Domowych Akademii Medycyny Weterynaryjnej, obrońca Lwowa w 1918;
  7. Prof. dr med. Henryk Hilarowicz, lat 51, profesor Kliniki Chirurgii UJK, obrońca Lwowa w 1918;
  8. Ks. dr Władysław Komornicki, lat 29, wykładowca nauk biblijnych w Wyższym Seminarium Duchownym we Lwowie i na UJK oraz języka greckiego na UJK;
  9. Eugeniusz Kostecki, lat 36, mistrz szewski, mąż gospodyni profesora Dobrzanieckiego;
  10. Prof. dr Włodzimierz Krukowski, lat 53, kierownik Katedry Pomiarów Elektrycznych Politechniki Lwowskiej;
  11. Prof. dr Roman Longchamps de Bérier, lat 56, kierownik Katedry Prawa Cywilnego UJK, prorektor UJK w latach 1938–1939, obrońca Lwowa w 1918;
  12. Bronisław Longchamps de Bérier, lat 25, absolwent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
  13. Zygmunt Longchamps de Bérier, lat 23, absolwent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
  14. Kazimierz Longchamps de Bérier, lat 18, syn profesora;
  15. Prof. dr Antoni Łomnicki, lat 60, kierownik Katedry Matematyki Wydziału Mechanicznego Politechniki Lwowskiej;
  16. Adam Mięsowicz, lat 19, wnuk profesora Sołowija, zabrany ze swoim dziadkiem;
  17. Prof. dr med. Witold Nowicki, lat 63, kierownik Katedry Anatomii Patologicznej UJK, dwukrotny dziekan Wydziału Lekarskiego, obrońca Lwowa w 1918;
  18. Dr med. Jerzy Nowicki, lat 27, asystent Zakładu Higieny UJK, syn profesora;
  19. Prof. dr Tadeusz Ostrowski, lat 60, kierownik Kliniki Chirurgii, dziekan Wydziału Lekarskiego 1937–1938, obrońca Lwowa w 1918;
  20. Jadwiga Ostrowska, lat 59, żona profesora;
  21. Prof. dr Stanisław Piłat, lat 60, kierownik Katedry Technologii Nafty i Gazów Ziemnych Politechniki Lwowskiej;
  22. Prof. dr Stanisław Progulski, lat 67, profesor w Klinice Pediatrii UJK;
  23. Inż. Andrzej Progulski, lat 29, syn profesora;
  24. Prof. dr med. (prof. honor.) Roman Rencki, lat 74, były kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych UJK;
  25. Maria Reymanowa, lat 40., pielęgniarka Ubezpieczalni Społecznej, zabrana z mieszkania profesora Ostrowskiego;
  26. Dr med. Stanisław Ruff, lat 69, ordynator Oddziału Chirurgii Szpitala Żydowskiego, zabrany z mieszkania profesora Ostrowskiego;
  27. Anna Ruffowa, lat 55, żona dr. Ruffa;
  28. Inż. Adam Ruff, lat 30., syn dr. Ruffa;
  29. Prof. dr Włodzimierz Sieradzki, lat 70, kierownik Katedry Medycyny Sądowej UJK, rektor UJK w latach 1924–1925, obrońca Lwowa w 1918;
  30. Prof. dr med. Adam Sołowij, lat 82, emerytowany ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powszechnego i dyrektor Szkoły Położnych;
  31. Prof. dr Włodzimierz Stożek, lat 57, kierownik Katedry Matematyki Wydziału Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Lwowskiej;
  32. Inż. Eustachy Stożek, lat 29, asystent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
  33. Inż. Emanuel Stożek, lat 24, absolwent Wydziału Chemii Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
  34. Dr praw Tadeusz Tapkowski, lat 44, zabrany z mieszkania profesora Dobrzanieckiego;
  35. Prof. dr Kazimierz Vetulani, lat 61, kierownik Katedry Mechaniki Teoretycznej Politechniki Lwowskiej;
  36. Prof. dr Kasper Weigel, kierownik Katedry Miernictwa Politechniki Lwowskiej;
  37. Mgr prawa Józef Weigel, lat 33, syn profesora;
  38. Prof. dr Roman Witkiewicz, lat 55, kierownik Katedry Pomiarów Maszyn Politechniki Lwowskiej;
  39. Walisch, lat 40–45, właściciel magazynu konfekcyjnego Beier i S-ka, zabrany z mieszkania profesora Sieradzkiego;
  40. Dr Tadeusz Boy-Żeleński, lat 66, lekarz, publicysta, krytyk literacki, tłumacz literatury francuskiej, podczas okupacji sowieckiej Lwowa, w latach 1939-1941, kierownik Katedry Literatury Francuskiej Uniwersytetu Lwowskiego, zabrany z mieszkania szwagra – prof. Jana Greka.

5 lipca:

  • Katarzyna (Kathy) Demko, lat 34, nauczycielka języka angielskiego, zabrana z mieszkania profesora Ostrowskiego;
  • Doc. dr med. Stanisław Mączewski, lat 49, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powszechnego i dyrektor Państwowej Szkoły Położnych.

11 lipca aresztowany został dr Władysław Tadeusz Wisłocki, długoletni kustosz Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. Jego śmierć do dnia dzisiejszego nie została wyjaśniona.

12 lipca:

  • Prof. dr Henryk Korowicz, lat 53, profesor ekonomii Akademii Handlu Zagranicznego;
  • Prof. dr Stanisław Ruziewicz, l0at 51, profesor matematyki Akademii Handlu Zagranicznego;

26 lipca na rozkaz Heinricha Himmlera rozstrzelany został prof. dr Kazimierz Bartel, lat 59, kierownik Katedry Geometrii Wykreślnej Politechniki Lwowskiej, pięciokrotny premier rządu RP.

Zbrodnia ta miała świadków. Słyszano strzały, przywiezienie profesorów na miejsce zbrodni zaobserwował Kazimierz Wojtas, rozpoznając wśród nich prof. Łomnickiego i Stożka, o czym poinformował swojego kolegę dr. inż. Zbigniewa Schneigerta, który wraz z psem udał się na Wzgórza Wuleckie i tam odkrył miejsce zbiorowej mogiły. Śmierć męża, nie wiedząc o tym, obserwowała Maria Łomnicka. Zauważyła pięcioosobowe grupy osób rozstrzeliwane na Wzgórzach. Świadkiem był również inż. Tadeusz Gumowski (szwagier rozstrzelanego prof. Witkiewicza) wraz z rodziną, mieszkający przy sąsiedniej ul. Nabielaka. Nad ranem dostrzegł on żołnierzy kopiących dół. Następnie z ojcem, żoną i siostrą obserwował całą egzekucję rozpoznając niektórych rozstrzelanych, w tym prof. Witkiewicza. Podobne opisy dostarczyła Zofia Nowak-Przygodzka i Zofia Orlińska-Skowronowa. Prof. Zygmunt Albert, pracownik naukowy Wydziału Lekarskiego UJK, już w czasie wojny rozpoczął zbieranie relacji świadków zbrodni poprzez wywiad osobisty z rodzinami i domownikami ofiar. 51 dokumentów – osobistych świadectw aresztowań i zbrodni zostało opublikowanych w roku 1989 w pracy Kaźń profesorów lwowskich, wydanej przez Uniwersytet Wrocławski. Jest to najobszerniejsza opublikowana dokumentacja źródłowa zbrodni.

Dieter Schenk, niemiecki kryminolog, literat i niezależny publicysta, autor książek o zbrodniach niemieckich, głównie w Polsce, na podstawie analizy dowodów przypuszcza, że w egzekucji brali udział:

  • Max Draheim (1898–1973)
  • Walter Martens (1893–1961)
  • Paul Grusa (ur. 1911)
  • Hans Krüger
  • Walter Kutschmann
  • Johann Maurer (ur. 1914)
  • Wilhelm Maurer (ur. 1918)

Po klęsce pod Stalingradem hitlerowcy tuszowali dokonane zbrodnie. Sformowali z Żydów oddział „Sonderkommando 1005”, który rozkopywał masowe groby i palił zwłoki pomordowanych. 8 października 1943 r. członkowie oddziału wydobyli zwłoki profesorów i zawieźli je na stos. Następnego dnia ciała spalono wraz z innymi ciałami. Żydzi z komanda zaciekawieni eleganckim ubiorem pomordowanych, znaleźli w ubraniach dokumenty wskazujące, że byli to polscy profesorowie. Po wojnie wydarzenie to opisał w swoim pamiętniku Leon Weliczker, członek komanda.

Winni tej zbrodni nigdy nie zostali osądzeni.

11 LIPCA 78 ROCZNICA LUDOBÓJSTWA NA POLAKACH DOKONANEGO PRZEZ OUN UPA NA WOŁYNIU, LUBELSZCZYŹNIE I W MAŁOPOLSCE WSCHODNIEJ

TOWARZYSTWO MIŁOŚNIKÓW LWOWA I KRESÓW POŁUDNIOWO-WSCHODNICH ODDZIAŁ W POZNANIU

ma zaszczyt zaprosić na uroczyste obchody

Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP

(ustanowiony w 2016 r.)

które odbędą się w niedzielę

11 lipca 2021 roku

Program uroczystości:

11:30 – Msza Święta,
kościół p.w. Matki Bożej Różańcowej

Klasztor oo. Dominikanów, ul. Kościuszki 99

Bezpośrednio po Mszy św.- Apel Pamięci oraz złożenie kwiatów pod upamiętniającą ofiary tablicą w krużgankach klasztoru.

Zapraszamy także na inne uroczystości związane z tą pamiętną datą:

W Czerwonaku koło Poznania uroczystości odbędą się 11 lipca o godz. 11.00 przy pomniku „Orlikom Kresowych Stanic” przy ul. Okrężnej 5. Organizatorem uroczystości jest Wójt Gminy Czerwonak. Pomnik ten ufundował w 2004 roku i postawił na własnej posesji członek naszego Oddziału Maurycy Kowalski.

W dolnym kościele p. w. Św. Jana Kantego przy ul. Grunwaldzkiej 86 uroczystości odbędą się 11 lipca o godz. 17.00. Odprawiona zostanie uroczysta msza św. oraz nastąpi złożenie wieńców pod tablicą poświęconą ofiarom ludobójstwa. Organizatorem uroczystości jest nasze Towarzystwo. Tablica ta powstała dzięki staraniom Marka Szpytki – członka naszego Oddziału, który jest głównym organizatorem tej uroczystości.

Przypominamy także, że w kościele garnizonowym przy ul. Szamarzewskiego znajduje się tablica poświęcona 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty. Od lat po mszy św. 11 lipca o godz. 18.00 delegacja Towarzystwa składa pod tablicą kwiaty i zapala znicze.

Za zarząd

Igor Megger