95 URODZINY JERZEGO STOPY „ENCYKLOPEDYSTY PODOLA”

Igor Megger

Z nieukrywaną radością zawiadamiamy, że 30 kwietnia br. swoje 95 urodziny obchodzi Kresowianin Jerzy Stopa – „Encyklopedysta Podola”, członek redakcji „Głosów Podolan” w latach 1997-2018. Uważam, że niesłusznie sylwetka dostojnego Jubilata jest większości naszych członków i sympatyków nieznana, gdyż jest to postać formatu wartego poznania – co też z przyjemnością czynię.

Jerzy Stopa urodził się 30 kwietnia 1926 roku w Baranowiczach (woj. nowogródzkie), gdzie jego ojciec Józef pracował w Urzędzie Wojewódzkim. Rok później rodzina Stopów przeniosła się do Tarnopola, gdzie Jerzy Stopa ukończył szkolę powszechną. W 1939 roku został przyjęty do I gimnazjum, ale w rozpoczęciu nauki przeszkodził mu wybuch wojny. W 1940 roku rodzina została wysiedlona z Tarnopola do pobliskiej wsi Borki Wielkie, gdzie przetrwała do wyzwolenia.

W 1945 roku rodzinę ekspatriowano do Bytomia. Tam ukończył szkołę średnią. Po odbyciu służby wojskowej, poprzez Gdańsk trafił na warszawski WAT, który ukończył w roku 1954. Do emerytury w 1988 roku służył w wojsku w pionie łączności, przechodząc do rezerwy w stopniu pułkownika.

Członkiem warszawskiego Klubu „Podole” był od jego powstania w 1993 roku. Od roku 1997 członek redakcji „Głosów Podolan”. To dzięki niemu „Głosy” stały się czasopismem na wysokim poziomie edytorskim – przepisywał wszystkie teksty na komputerze, składał do druku, opracowywał artykuły naukowe i historyczne. Jego autorstwa był m. in. bardzo ciekawy cykl „osobliwości Podola”. To dzięki niemu wszystkie numery „Głosów” znajdują się w Internecie dostępne dla każdego. Prócz „Głosów” jest także autorem trzytomowego „Słownika geograficznego byłego województwa tarnopolskiego” oraz wydawcą reprintów w serii „Biblioteczka Podolska” (ponad 400 numerów!).

Słownik jest to dzieło jego życia i rezultat kilkunastu lat żmudnej, benedyktyńskiej wręcz pracy. Autor przestudiował bowiem 449 pozycji bibliograficznych, opracował na ich podstawie 7.580 haseł, które stopniowo wprowadzał z rękopisów do pamięci komputerowej. Słownik liczy łącznie (3 tomy) ponad 1.300 stron. Nie przebrane jest bogactwo zawartego w „Słowniku” materiału. Są tam nie tylko nazwy miast, miejscowości, wiosek (wraz z podaniem odległości w linii prostej od trzech najbliższych miejscowości, oraz obecnej – ukraińskiej nazwy), ale także nazwy rzek, jezior, wzgórz, opisy ważniejszych zabytków i ludzi w tych miejscowościach urodzonych.

Wiele informacji było bardzo ciężko ustalić, gdyż na badacza czekały różne pułapki czy zagadki. W woj. tarnopolskim były takie miejscowości jak: Berlin, Paryż w pow. brodzkim, Sybir w pow. złoczowskim, czy Białystok w pow. radziechowskim. Były nazwy obcojęzyczne jak ukraińskie: Bohutyn w pow. zborowskim, Kipiaczka w pow. tarnopolskim, Krihła, Kruty Horb, niemieckie: jak Unterwalden w pow. przemyślańskim, Bekersdorf w pow. podhajeckim, a nawet pochodzenia tureckiego – Karamanda w pow. skałackim. Bardzo dużo nazw występuje wielokrotnie (najczęściej, bo 29 razy „Dębina”).

„Biblioteczka Podolska”, to reprinty ważniejszych źródeł dot. historii Podola, monografie miast, ludzi, oraz zbiory relacji. Niestety brak zainteresowania wydawnictw powodował, że autor wydawał pozycję za swoje pieniądze, osobom zainteresowanym poszczególnymi pozycjami przekazywał za zwrot kosztów – pozycje te nie miały stałego nakładu przez co są bardzo ciężko dostępne i nieznane nawet historykom.

Jubilat jest czynny do dziś – obecnie pracuje nad trzecim tomem słownika biograficznego byłego województwa tarnopolskiego – uzbierał 30 tysięcy biogramów!

Za swą pracę odznaczony został m. in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, medalem „Pro Memoria” oraz Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.

Drogiemu Jubilatowi składamy serdeczne życzenia zdrowia oraz „sto lat plus VAT”.

Zarząd Poznańskiego oddziału TML i KPW

oraz redakcja „Głosów Podolan”

ZMARŁA EMILIA CHMIELOWA, PREZES FEDERACJI POLSKICH ORGANIZACJI NA UKRAINIE

nekrolog

Z przykrością zawiadamiamy, że 27. 04.2021 r. po ciężkiej chorobie zmarła Emilia Chmielowa, wieloletnia Prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie. Całe swoje życie przeżyła we Lwowie, gdzie urodziła się 19 października 1948 r. Tu ukończyła studia w Akademii Wychowania Fizycznego, była pływaczką i trenerką. Emilia Chmielowa znana jest jako wybitny działacz polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie. Była współzałożycielką Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, obejmującej zasięgiem teren całego państwa Ukraińskiego. Kadencje Emilii Chmielowej, jako prezesa Federacji, zaowocowały ogromnym rozwojem organizacyjnym, który mocnym akcentem zaznaczył żywą obecność Polaków na Ukrainie. Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie zrzesza około 18 tys. członków w 134 samodzielnych ośrodkach zarejestrowanych w urzędach administracji lokalnej Ukrainy, obecnie przez aneksję Krymu wiele z nich przestało istnieć. Zgodnie z założeniami Statutu, kierowana przez nią organizacja, obejmuje te dziedziny działalności, które sprzyjają koncentracji, konsolidacji i rozwojowi duchowemu i kulturalnemu społeczeństwa polskiego mieszkającego na terytorium Ukrainy. W swych działaniach Emilia Chmielowa słynęła z energii i uporu, była inicjatorem oraz konsekwentnym wykonawcą wielu przedsięwzięć. Zapoczątkowana w 1993 r. praca na rzecz integracji szkolnictwa polskiego, uwieńczona została powołaniem i zarejestrowaniem w 1996 r. w Ministerstwie Sprawiedliwości Zjednoczenia Nauczycielstwa Polskiego na Ukrainie. Bezpośrednio angażowała się w powstawanie nowych szkół polskich: w Mościskach, Strzelczyskach, Dowbyszu, Gródku Podolskim i innych. Z roku na rok wzrastała ilość partnerów-oświatowców z Polski chętnych do współpracy z odradzającym się szkolnictwem polskim na Ukrainie. Wielką wagę Emilia Chmielowa przywiązywała do pracy z młodzieżą, dlatego współorganizowała liczne przedsięwzięcia w różnych regionach Ukrainy: konkursy recytatorskie, spotkania młodzieżowych małych form teatralnych, zawody sportowe, młodzieżowe rajdy turystyczne. Z jej inspiracji założono dwa polskie kluby piłkarskie w Mościskach i Żytomierzu. Stale promowała kulturę polską, organizując i współorganizując liczne międzynarodowe konferencje naukowe, inicjowała i realizwała wyprawy badawcze na Podole i Żytomierszczyznę (Wołyńskie Polesie), na podstawie których został opracowany przez nią materiał poznawczy. Z jej inspiracji odbyło się wiele edycji Festiwalu Kultury Polskiej na Ukrainie, dzięki jej zaangażowaniu powstały Domy Polskie w Żytomierzu i Kijowie. Aktywnie uczestniczyła w wielu międzynarodowych projektach kulturalnych, naukowych, młodzieżowych. Współorganizowała Rajdy Pamięci. Jej inicjatywy i działalność znalazły poparcie i uznanie w Senacie RP. Była członkiem Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu RP, pełniła funkcję sekretarza Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych. Kierowana przez Emilię Chmielową od 1992 r. organizacja odznaczona została „Srebrnym Polonusem”, odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, dyplomami Ministra Kultury i Sztuki Ukrainy. Emilia Chmielowa odgrywała ogromną rolę w integracji środowisk polskich na Ukrainie. W uznaniu zasług za swą działalność Emilia Chmielowa otrzymała wiele wyróżnień i odznaczeń. 2 maja 2011 r., z okazji Dnia Polonii, w polskiej ambasadzie w Rzymie, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Emilię Chmielową Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. To zaszczytne odznaczenie pani Emilia otrzymała za promowanie Polski na świecie oraz za krzewienie polskiej tradycji i kultury. Emilia Chmielowa była kilkakrotnie gościem naszego Oddziału, także podczas Dni Lwowa i Kresów w Poznaniu. W uznaniu Jej zasług w 2012 roku Poznański Oddział Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich przyznał Jej wyróżnienie w postaci Lwa Semper Fidelis.

Odejście Emilii Chmielowej to wielka strata dla środowiska polskiego na Ukrainie.

Rodzinie, przyjaciołom oraz wszystkim Rodakom składamy serdeczne kondolencje

Zarząd poznańskiego Oddziału TML i KPW

ODSZEDŁ NA WIECZNĄ WARTĘ DRUH HARCMISTRZ PAWEŁ NAPIERALSKI

Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość, że w dniu 16 kwietnia 2021 roku odszedł na wieczną wartę przyjaciel naszego Towarzystwa druh harcmistrz Paweł Napieralski, Instruktor Związku Harcerstwa Polskiego, Przewodniczący Wielkopolskiej Rady Kręgów Starszyzny Harcerskiej i Seniorów, Przewodniczący Komisji Historycznej Chorągwi ZHP, Komendant Hufca ZHP im. Zwycięzców Grunwaldu w Poznaniu i były komendant Hufca ZHP Poznań-Wilda.

Druh Paweł w ostatnich latach wspierał nas wraz z harcerzami i harcerskimi seniorami w organizacji m. in. Dni Lwowa i Akcji Charytatywnej „Serce dla Lwowa”.

Będzie nam brakowało Twojej życzliwości i pomocy w potrzebie.

Pogrzeb hm. Pawła Napieralskiego odbędzie się 28 kwietnia 2021 roku o godz. 13.10 na cmentarzu Junikowskim w Poznaniu. Poprzedzi go msza św. o godz. 11.00 w kościele Najświętszego Zbawiciela przy ul. Fredry w Poznaniu.

Rodzinie Zmarłego składamy serdeczne kondolencje

Za Zarząd Jacek Kołodziej

POŻEGNANIE TERESY MAYER

W sobotę 17.04. o godz 11.00  w Puszczykowie odbył się pogrzeb naszej koleżanki Teresy Mayer. Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich Oddział poznański reprezentował Stanisław Łukasiewicz, przez lata zaprzyjaźniony ze Zmarłą, który wziął udział we maszy św. pogrzebowej, towarzyszył Jej w ostatniej drodze i w imieniu Kresowiaków złożył kwiaty na Jej grobie. Teresa Mayer spoczęła na cmentarzu w Puszczykowie.

ZMARŁA TERESA MAYER

Z żalem informujemy, że 5 kwietnia 2021 r. zmarła Teresa Mayer „Lena” z d. Link-Lenczewska. Pogrzeb odbędzie się 17.04.2021 r. o godz. 11.00 na cmentarzu parafialnym w Puszczykowie.

Teresa Mayer córka Mariusza i Marii z d. Zbyszewskiej urodziła się 7.08.1929 r. w rodzinnym majątku Czarne Niwy w woj. tarnopolskim. Ze strony ojca i matki rodziny wywodziły się z tradycji powstańczych, co powodowało, że rodzina musiała opuścić kraj. Ale powrót do Polski był bardzo ważny. We Lwowie rodzina Teresy Mayer zamieszkała od 1937 r. Teresa uczęszcza do szkoły sióstr urszula­nek. Stabilizację rodziny, tak jak i wielu, zniszczył wybuch II wojny światowej. I w tym okresie bracia Teresy byli aresztowani, rodzina się tułała. Dopiero wybuch wojny niemiecko-sowieckiej spowodował, że mogli wrócić do Lwowa. Ojciec ciężko pracując utracił zdrowie i zmarł w 1944 r. Wtedy rodzina wyjechała do Krakowa i, a później dalej do Poznania, gdzie zatrzymali się u krewnych, rodziny Andrzeja Alexiewicza. Po pewnym czasie Maria Link uzyskała w Puszczykowie dom mieszkalny, jako rekompensatę za mienie pozostawione na Kresach. Teresa uczęszcza do Państwowego Liceum Handlowego w Poznaniu, zdaje maturę w 1950 r. po maturze na Uniwersytecie Poznańskim studiuje historię sztuki. Po czym podejmuje pracę zawodową. Od 1960 r. do emerytury pracuje w Wy­dziale Kultury i Sztuki, Oddziale Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu. Prowadzenie prac konserwatorskich przy zagrożonych polichromiach, ołtarzach, rzeźbach, krzyżach przydrożnych, były czynnościami wymagającymi zdobycia środków finansowych, fa­chowców i dopilnowania procesu ich realizacji. Trudne dla kościoła kato­lickiego lata okresu PRL-u miały pełne zrozumienie w zespole WKZ w Poznaniu. Podejmując prace konserwatorskie w zagrożonych nieraz sa­kralnych obiektach zabytkowych ratowano cenne zasoby naszej kultury.

Do Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich wstąpiła w 1989 r. Była członkiem założycielem (legitymacja Nr 8), a przez dwie kolejne kadencje w Zarządzie Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich włączając się w różne prace organizowane przez Towarzystwo. Za swoją pracę i działalność społeczną odznaczona szeregiem wyróżnień i odznaczeń:, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1984 r., Złotą Odznakę Miłośników Lwowa i Kresów Połu­dniowo-Wschodnich otrzymała w 2004 r.

Zarząd poznańskiego Oddziału TML i KPW Rodzinie składa serdeczne kondolencje.

ZMARŁ PROF. DR HAB. WIESŁAW JAMROŻEK

Z żalem informujemy, że 2 kwietnia 2021 r. zmarł prof. dr hab. Wiesław Jamrożek, członek naszego Oddziału od 17.09.1992 r. , prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza, wybitny historyk wychowania, specjalista z zakresu dziejów myśli edukacyjnej XIX i XX wieku, członek Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, prezes i członek zarządu Towarzystwa Historii Edukacji, członek Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, redaktor naczelny Biuletynu Historii Wychowania, lubiany przez studentów wykładowca, szanowany i serdeczny współpracownik, wnikliwy i dociekliwy badacz.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się w sobotę 10 kwietnia br. o godz. 11:00 w Kościele Parafii Opatrzności Bożej w Poznaniu, ul. ks. Wacława Gieburowskiego 6 i na pobliskim cmentarzu ul. Łowmiańskiego, Poznań (cmentarz na Os. Bolesława Chrobrego).

Serdeczne kondolencje Rodzinie składa Zarząd poznańskiego Oddziału TML i KPW.

NOWY NR „GŁOSÓW PODOLAN” JUŻ DOSTĘPNY

Szanowni Państwo

Serdecznie zapraszamy do lektury nowego 152 numeru kwartalnika „Głosy Podolan” biuletynu poznańskiego oddziału TML, które to od bieżącego numeru jest wydawane jako kwartalnik przez nasz oddział. Czasopismo jest tylko i wyłącznie poświęcone byłemu województwu tarnopolskiemu, wraz ze stronami poświęconymi działalności poznańskiego oddziału TML i KPW, oraz warszawskiego Klubu „Podole”. W numerze 152 :

REDAKCJA – Słowo wstępne od redakcji

Igor MEGGER (Poznań) 100 lat temu utworzono województwo tarnopolskie – województwo w liczbach i porównaniach

Stanisław BOGUMILSKI (Poznań) Moja droga (cz.III) Wspomnienia z Kamionki Strumiłowej

Alicja KOCAN (Warszawa) Podwołoczyska nad Zbruczem

Mila SANDBERG-MESNER (Toronto – Kanada) Baraki w Zaleszczykach

Jerzy Jan MILLER (Poznań) Edward i Magdalena Dubanowicz z d. Cieńska – portret kresowej rodziny (cz.I)

Zbigniew ŻYROMSKI (Wrocław) Zwyczaje ludności kresowej na Podolu (Cz. I styczeń – kwie-cień)

Alicja KOCAN (Warszawa) Wspomnienie o Irenie Kotowicz (1923-2020)

Mariusz ŻYROMSKI (Wrocław) Zbigniew Żyromski (1930–2018) – Życie na Kresach ratował od zapomnienia

Hanna DOBIAS-TELESIŃSKA (Poznań) śp Szczepan Siekierka (1928-2021)

Igor MEGGER (Poznań) Żegnamy zasłużonych krajan z naszego województwa, zmarłych w okresie XII 2020 – III 2021

Hanna DOBIAS-TELESIŃSKA (Poznań) Żegnamy zmarłych członków TMLiKPW w Poznaniu w 2020 roku

Hanna DOBIAS-TELESIŃSKA (Poznań) Działalność poznańskiego Oddziału TML i KPW w 2020 r. (cz.I)

Numer 152 w całości bezpłatnie znajduję się w wersji elektronicznej na stronie Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej, pod dokładnym adresem: https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/587143/edition/498779

Osoby zainteresowane wersją papierową, oraz prenumeratą prosimy o kontakt pod nr 728-252-793, lub na adres E-Mail igor_mode@wp.pl. Wersja cyfrowa jest bezpłatna.

Serdecznie zapraszamy do nadsyłania materiałów do następnych numerów – wspomnień, refleksji, artykułów historycznych, pożegnań.

Redakcja informuje, że posiada jeszcze Zeszyt Specjalny nr 11 „Podole w starej pocztówce” który ukazał się z okazji wydania 150 numeru „Głosów Podolan”. Numer zawiera blisko 80 starych (do 1939 roku) pocztówek z terenów byłego województwa tarnopolskiego. Cały numer w kolorze. Osoby zainteresowane prosimy o kontakt z redakcją.

W imieniu redakcji „Głosów Podolan”

Igor Megger Redaktor Naczelny

SŁOWO KATYŃ MA WIELE KONOTACJI

STOWARZYSZENIE KATYŃ POZNAŃ

Raport nr 1

Słowo KATYŃ ma wiele konotacji……

Tekst wygłoszony, w ramach uroczystości 81. rocznicy wydania rozkazu utworzenia pierwszych obozów dla polskich żołnierzy i policjantów przez władze ZSRR, po mszy św. w intencji pomordowanych w czasie II wojny światowej w kościele św. Jana Kantego w Poznaniu w dniu 18 września 2020 roku.

Poznań 2020

Wielce Szanowni Państwo.

Słowo Katyń ma wiele konotacji.

23 marca 1992 roku prokurator Andrzej Witkowski przeprowadził przesłuchanie kaprala Stefana B.. 19 września 1939 roku dostał się On do niewoli sowieckiej. Po pięciodniowej podróży pociągiem jeńców wyładowano i umieszczono w pomieszczeniach magazynowych, które nie mogły ich wszystkich pomieścić. Nie dawano im jeść i pić. Słabsi umierali, ludzie zaczęli puchnąć, trupów nie wynoszono. W ósmym dniu nakarmili ich gotowanymi kartoflami. Jeńcy po ich zjedzeniu dostawali skrętu kiszek na skutek przegłodzenia. Umarła jedna trzecia jeńców. Następnie z pozostałych uformowano kolumnę kilku tysięcy osób, która po blisko trzytygodniowym marszu dotarła do Kozielska. W czasie marszu ludzie umierali z głodu i wysiłku, a słabnących zabijano strzałem z pistoletu w tył głowy. W Kozielsku były wielogodzinne przesłuchania. Dokuczał głód. Spali na ziemi i słomie. Po dwóch tygodniach odbyła się selekcja, w wyniku której kapral Stefan B. został zakwalifikowany do czwartej grupy z przeznaczeniem do obozu śmierci. Około 2 tys. jeńców załadowano do wagonów i przewieziono do obozu śmierci. To był Katyń. Tam umieszczono ich w długim ciągu dołów głębokości 2 metrów, które przykryte były legarami, na których położono gałęzie przysypane ziemią. Został zakwaterowany w dole nr 11. Spali na gołej ziemi. Rzadko dostawali jedzenie. Ludzie obgryzali korę z brzeziny i to tak wysoko, dokąd można sięgnąć zębami. Potrzeby fizjologiczne załatwiali gdzie się dało. Chodzili głodni, pobrudzeni kałem, cierpiąc na rozwolnienie na skutek głodu i tego, co byli zmuszeni jeść. Po tygodniu rozpoczęto badania jeńców w grupkach po trzech. Bito ich grubymi cepami, długimi pałami obleczonymi w gumę: po plecach, pośladkach i nogach do utraty przytomności, po czym zanurzano w wodzie i wyrzucano nago za drzwi. Śledztwo prowadzono do Bożego Narodzenia. W wigilię Sowieci kazali kopać doły. Polacy odmówili ze względu na święto. Chcieli kopać po Bożym Narodzeniu. Wówczas Rosjanie rozkazali zdjąć legary z pierwszych czterech dołów i kazali stawać jeńcom na skraju dołów. Oficerowie polscy rozkazali śpiewanie nabożnych pieśni. Śpiewano Boże coś Polską, Serdeczna Matko, hymn Polski. Najpierw zastrzelili z przyłożenia oficerów, następnie kolejnych jeńców. Niektórzy nie wytrzymywali i rzucali się z gołymi rękami na ruskich albo uciekali na druty ogrodzenia. Byli wtedy wybijani jak kaczki. Zabici wpadali do dołów albo byli doń wpychani. Ze strachu, nerwów, żalu nawet żywi skakali do dołów. Było straszną rzeczą czekać spokojnie, aż się dostanie strzał w tył głowy. Stefan B. oczekiwał na śmierć, stojąc nad przydzielonym dołem 11. Niedługo pod doły podjechały spychacze. Brały wszystko. Trupy i ziemię. Zasypywały doły nierówno. Jednemu wystawała spod ziemi głowa, innemu noga, tyłek. Ziemia się ruszała, to Ci co wskoczyli do dołów byli zasypani na żywca. Ekipy morderców, które przybyły z zewnątrz odjechały nad ranem. Zapełnili trupami i zasypali „spychami” pierwsze trzy doły, a czwartego już nie zdążyli zapełnić. Na dzień przed Nowym Rokiem rosyjski oficer ogłosił, że poszukuje kierowców. Stefan B. zgłosił się i został zakwalifikowany z trzema innymi jeńcami do zespołu z kapralem D. i dwoma oficerami. Mieli oni z trzech zdezelowanych samochodów zmontować jeden sprawny w celu wywozu poza teren obozu zwłok polskich jeńców. Wywozili zwłoki około 5 kilometrów poza teren obozu na miejsce zwane Białym Polem. Po przewiezieniu zwłok kopali doły, w których układali ciała warstwami, a następnie przysypywali je ziemią. Z głodu, na Białym Polu, około kilka razy w tygodniu wyrzynali mięso ze świeżych zwłok, z pośladków i łydek. Piekli na ogniu i zjadali je wspólnie z pilnującymi ich, także głodnymi Sowietami Kursowali codziennie, nawet niekiedy trzy razy w ciągu dnia. 3 marca 1940 roku, kiedy już rozpoczęły się roztopy, samochód załadowany zwłokami, wpadł w jakieś zagłębienie, po przejechaniu około dwóch trzecich tej trasy. Przy próbie wyjechania z pułapki urwał się wał korbowy i samochód został unieruchomiony. Dwóch Sowietów udało się do obozu, a dwóch zostało na miejscu. Jeńcy szybko na migi się porozumieli i błyskawicznie udusili zaskoczonych Sowietów. Oficerowie przebrali się w mundury sowieckie, a Stefan B. i kolega mieli odrutowane ręce, niby, że są prowadzeni jako jeńcy. Na podstawie położenia słońca kierowali się oni na zachód omijając miejscowości, idąc wzdłuż szlaków kolejowych. Ich ucieczka trwała trzy miesiące i siedem dni, Stefan B. wrócił do domu 10 czerwca 1940 roku, Ważył 42 kg przy wzroście 170 cm.

Jerzy Kłapucki mówi, że jako dziesięcioletni chłopiec został aresztowany we wrześniu 1939 roku ze swoim ojcem. Przebywał w Ostaszkowie, poza terenem klasztoru w podobozie nr 7. Stąd w grudniu zaczęły odjeżdżać transporty. Dwa dni po Nowym Roku odjechali z ojcem kolejnym transportem. Największym, zawierającym około 620 osób. Przywieziono ich na stację Gniezdowo. Wywożono ich samochodami na miejsce egzekucji. Jeńców prowadzono między szpalerami żołnierzy, dwóch chwytało za ręce i podprowadzało nad wykop. „Strzelało kilkudziesięciu. Mojego ojca porwali jedni, mnie drudzy. Nagle ktoś krzyknął, niet malczika – żeby chłopaka zabrać z powrotem” – wspominał. Cudem ocalał. Nie odnalazł później w 1943 roku swego ojca w Lesie Katyńskim.

Z przytoczonych zeznań wynika, że miejsce pochówku polskich oficerów (obecny cmentarz) nie było miejscem egzekucji oraz, że liczba zamordowanych w Katyniu polskich jeńców w rzeczywistości może kilkakrotnie przewyższać liczbę oficjalnie podawaną 4.421 osób i może ona przekroczyć 15.000, gdyż egzekucje realizowano od listopada 1939.

Słowo Katyń ma wiele konotacji.

Zasadą było dokonywanie mordu w piwnicach siedzib NKWD. Jeńców przywożono w ciągu dnia do siedziby NKWD. Wieczorem w piwnicy weryfikowano ich dane osobowe, a następnie w wygłuszonym pomieszczeniu mordowano stałem w tył głowy. W Smoleńsku przerwano mordy w siedzibie NKWD po niebezpiecznym zdarzeniu. Prowadzonemu na rozstrzelanie Polakowi udało się wyrwać broń jednemu z konwojentów i zastrzelić drugiego. Dopadł do zbrojowni i przez trzy dni się ostrzeliwał. Całe śródmieście i okolice siedziby NKWD otoczyło i zamknęło wojsko. Zalanie piwnicy wodą nic nie dało, więc trzeciego dnia go zagazowali. W tym czasie kilka transportów z jeńcami czekało na bocznicach kolejowych. Rozstrzeliwania jeńców przeniesiono do lasku katyńskiego, były tam już bowiem doły wykonane przez zamordowanych uprzednio jeńcach polskich.

Słowo Katyń ma wiele konotacji

Katyń wiąże się z perfekcyjną realizacją zaplanowanego ludobójstwa. Na żadnym etapie polscy jeńcy nie domyślali się zamiarów Sowietów. Pierwsze transporty jeńców jadących na rozstrzelanie w Ostaszkowie żegnane były przy bramie przez orkiestrę.

W Kozielsku, grupę, w której znajdowali się generałowie, żegnano szczególnie uroczyście. Po specjalnym obiedzie z kawiorem, winem i kotletami, oficerowie ustawili się do pożegnania w dwuszereg „gwardii honorowej”. Generałowie przeszli między rzędami żegnających ich polskich oficerów. Funkcjonariusze NKWD także urządzili im prawdziwą owację. Na drogę dostali chleb i po trzy śledzie, wszystko zawinięte w biały papier, co było w tym czasie luksusem. Wszyscy zostali zamordowani metodą katyńską.

Słowo Katyń ma wiele konotacji.

Szczególny dramat przeżyli policjanci z województwa poznańskiego, którzy dostali się do niewoli w 1939 roku w miejscach koncentracji na wschodzie Polski. Spośród 1939 ofiar ludobójstwa katyńskiego wymienionych z imienia i nazwiska na Tablicy Pamięci znajdującej się w tej kaplicy 656 jest policjantów. W ręce Rosjan wpadła cała dokumentacji osobowa naszej policji, która była podstawą poszukiwania rodzin również po wojnie na terenie kraju. Niekiedy kończyło się to tragicznie. Po wojnie wiele rodzin katyńskich dalej przeżywały prześladowania. Nie możność dostania się na studia, otrzymania zatrudnienia to była norma.

Roman Martini, prokurator Sądu Specjalnego Karnego w Krakowie  prowadzący śledztwo w sprawie Zbrodni Katyńskiej przeciwko Polakom (twierdzącym, że zbrodnię katyńską dokonali Rosjanie), których oskarżan0 o kolaborację z Niemcami, został zamordowany 30 marca 1946 roku przy swoim biurku.

    Najmłodszy jeniec Starobielska,  7-mioletni Andrzej Jagodziński,  po wojnie  ukończył studia w Warszawie, uzyskał tytuł magistra mechanika, pracował w warszawskim FSO na Żeraniu. Nie był jednak ostrożny, rozpowiadał o swoim pobycie w Starobielsku. Urząd Bezpieczeństwa zastrzelił go w 1960 roku na warszawskiej ulicy.

21 marca 1980 roku, protestując przeciwko kłamaniu o sprawcach zbrodni katyńskiej, po przywiązaniu się łańcuchami do studzienki na Rynku Głównym w  Krakowie, samobójstwo przez samospalenie popełnił 70-letni Walenty Badylak. Na tabliczce, którą zawiesił na piersiach napisał: „Za Katyń”.

W 45 rocznicę zbrodni katyńskiej trzy osobowa delegacja złożyła kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza w Tarnowie. Zatrzymanie, przesłuchanie i rozprawę nie wytrzymało serce Jana Gomoła. Pogrzeb „Jawora” w 67. rocznicę odzyskania niepodległości 11 listopada był wielką prawdziwą patriotyczną manifestacją.

Słowo Katyń ma wiele konotacji.

Mordowano ich strzałem w tył głowy bo pozostali wierni Polsce. Oprawcy pisali, iż każdy  z nich oczekuje tylko wolności, aby podjąć walkę z władzą sowiecką, są wrogami nie rokującymi poprawy. Przejmująco wyraziły to dzieci Gustawa Szpilewskiego, kiedy na symbolicznej mogile złożyły szarfę: „Dziękujemy Ci TATUSIU, że nie poszedłeś na współpracę”. Bo Katyń był po to, aby Polskę złamać, by była niezdolna do niepodległego istnienia, do walki i czynu, aby nie brakło idących na współpracę z komunistami, aby uczynić ją najpodrzędniejszą, pisał Czapski.

Katyń niesie jednak również nadzieję. Prawda zwyciężyła, mimo że na straży kłamstwa stały potężne siły. Powraca „Rozstrzelana Armia”, a wraz z nią wraca Polska niepodległa.

    Jan Paweł II powiedział „Naród, który nie pamięta swojej historii nie jest wart przeżycia.” My członkowie Stowarzyszenia Katyń wierzymy, że historia mordu naszych mężów, ojców, synów, bliskich, nigdy nie będzie zapomniana przez władze i mieszkańców Wielkopolski.

   Jeszcze Polska nie zginęła kiedy my żyjemy.

                                                                       Dr inż. Wojciech Bogajewski

                                                                   Prezes Stowarzyszenia Katyń Poznań

Literatura

– Ucieczka z Katynia, Andrzej Witkowski, warszawska gazeta, 13-19 kwietnia 

  2018  str. 19-21,

– Przekrój, numer specjalny 1940-1990, Kraków 1990,

– Mieszkańcy województwa poznańskiego – ofiary ludobójstwa katyńskiego. 

  Wojciech Bogajewski, WBPiCAK Poznań 2018.

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

Szanowni Państwo: drodzy Członkowie i Przyjaciele Towarzystwa,

         Niestety epidemia trwa i tylko tą drogą, a nie osobiście, mogę Państwu, w imieniu całego Zarządu, złożyć serdecznie życzenia na nadchodzące Święta Wielkanocne.
         Zmartwychwstanie Chrystusa oznacza, że ból i rozpacz przemieniają się w nadzieję. I tej nadziei wszystkim w tych trudnych czasach życzę. Niech Baranek Bez Skazy przyniesie radość w sercu nawet tym, którzy zostają zmuszeni do przeżywania świąt bez obecności najbliższych.
                                                                                  
Katarzyna Kwinecka                                                                                             
prezes  Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Pd.-Wsch. o/Poznań