Z Podhajec do Rzymu

Z Podhajec do Rzymu

(Ks. Mieczysław Kowalczyk T. Chr – wspomnienie w 20 rocznicę śmierci)


Ksiądz Mieczysław Kowalczyk urodził się 14 lipca 1911 r. w Podhajcach, w ówczesnej Galicji. Ojciec jego, Michał, był mura­rzem – budowniczym, pełnił tez czas jakiś funkcję kościelnego przy parafii Św. Trójcy w Pod­hajcach. Gdy Miecio miał 3 lata, wybuchła I wojna światowa. Ojca wcielono do armii austriackiej, matka z piątką dzieci pozostała w Podhajcach. Po wojnie, wal­kach z Ukraińcami i po najeździe bolszewickim, rodzina Kowal­czyków ułożyła sobie dostatnie życie. Ojciec budował domy, ko­ścioły i dwory w okolicy. Mietek ukończył szkołę powszechną i rozpoczął naukę w prywatnym gimnazjum, które działało w Podhajcach do 1930 roku. Po jego likwidacji udał się do Stop­nicy w Kieleckiem, gdzie ukoń­czył naukę i zdał maturę 1933 r. Następnie odbył podchorążówkę w Rzeszowie, a po kolejnych ćwi­czeniach przy 51 PP w Brzeża­nach został awansowany do stopnia ppor. rezerwy. Podjął też pracę w magistracie podhajec­kim, a w 1938 r. ukończył kurs samorządowy w Warszawie.  Chciał studiować prawo na UJ w Krakowie, ale trudność pogo­dzenia pracy i nauki sprawiła, że nie zdołał przygotować się do pierwszego egzaminu i sprawa się odwlekła, a tymczasem wy­buchła wojna. Mieczysław Ko­walczyk pełnił służbę w Kompa­nii brzeżańskiego baonu Obrony Narodowej. Po wkroczeniu So­wietów został wkrótce areszto­wany i uwięziony w Brzeżanach. Gdy przebywał w więzieniu, w kwietniu 1940 r. zostali wywie­zieni do Kazachstanu jego ro­dzice oraz siostra (której mąż także był więziony), z dziećmi. Po 9 miesiącach więzienia w Brzeżanach, Mieczysława wywie­ziono do Starobielska, gdzie przebywał 4 miesiące, aby z kolei na mocy wyroku administracyj­nego zostać zesłanym do obozu pracy na Uralu. Tam dowiedział się o układzie Sikorski-Majski i na mocy „amnestii” został zwol­niony po 7 miesiącach pracy w lasach. Udało mu się odnaleźć rodziców i siostrę w Tamirze. Powołany w 1942 roku do for­mującej się w ZSRR armii pol­skiej, wcielony został do 27 PP w Ługowaja. W czasie ewakuacji wojska do Iranu nie udało się wydostać rodziców i siostry z dziećmi. Rodzice zmarli z głodu zimą 1943/44 w Kazachstanie. Szwagra zamordowano w pod­kijowskiej Bykowni. Siostra z dziećmi przeżyła zsyłkę i po woj­nie znalazła się na Dolnym Ślą­sku.

Podczas reorganizacji wojska polskiego na Środkowym Wschodzie, Mieczysław Kowal­czyk został wcielony do 6 baonu 3 Dywizji Strzelców Karpackich dowodzonej najpierw  przez gen. S. Kopańskiego, a później przez gen. B. Ducha. Z Dywizją prze­chodził przeszkolenie w Palesty­nie i Iraku. W Heliopolis w Egip­cie ukończył kurs interpretato­rów zdjęć lotniczych. Po inwazji Włoch przez aliantów, wraz z 2 Korpusem Polskim odbył kam­panię włoską. Awansowany w marcu 1944 r. do stopnia po­rucznika, uczestniczył w bitwie o Monte Cassino. Podczas natarcia 6 baonu na Messa Albaneta zor­ganizował punkt obserwacyjny; przez kilkanaście godzin pod silnym ogniem artylerii i moź­dzierzy zbierał informacje, udzielał też pomocy rannym. Za swe czyny bojowe został odzna­czony Krzyżem Walecznych. Po wojnie wraz z 2 KP znalazł się w Wielkiej Brytanii, gdzie wstąpił do Polskiego Korpusu Przyspo­sobienia i Rozmieszczenia. Z wojska wyszedł w stopniu kapi­tana rezerwy.

W latach 1947-1952 pracował fizycznie w założonej przez siebie firmie budowlanej. Mając już 40 lat i chcąc, jak wyznał, jeszcze coś w życiu zrobi, wstąpił do no­wicjatu Towarzystwa Chrystu­sowego we Francji. Następnie studiował w Rzymie na Grego­rianum filozofię i teologię. 13 lipca 1958 roku z rąk abpa Józefa Gawliny przyjął święcenia ka­płańskie. Po ukończeniu studiów seminaryjnych pod koniec 1959 roku otrzymał funkcję duszpasterza Polaków we Włoszech. Równo­cześnie był proboszczem i wice­rektorem kościoła św. Stanisława BM w Rzymie. Przez 10 lat ofiar­nie pracował roztaczając opiekę duchową i materialną nad Polo­nią włoską, którą w dużym stop­niu tworzyli byli żołnierze 2 Kor­pusu Polskiego.  W trudnych warunkach prowadził działal­ność charytatywną, objeżdżał wszystkie skupiska polskie w głównych punktach znajdujących się w Genui, Turynie, Mediola­nie, Bolonii, Forli, Loreto, Flo­rencji, Arezzo, Neapolu i Lecce. Był bardzo aktywny i spotykał się wszędzie z wielkim szacunkiem i zaufaniem Polaków-emigrantów. Przy kościele Św. Stanisława organizował życie religijne i kulturalne. Blisko współpraco­wał najpierw z abp. Gawliną, a później ? kardynałem W. Rubi­nem. Działał w Związku Inwali­dów Wojennych Polskich Sił Zbrojnych. Troszczył się o stan polskich cmentarzy wojennych w Casamassima, Monte Cassino, Loreto i Bolonii. Od połowy lat 60-ych często odwiedzał obozy uchodźców polskich w Latina i Capua niosąc pomoc materialną i religijną. Gdy Sobór Watykań­ski II wprowadzał zmiany w li­turgii, ks. M. Kowalczyk jako pierwszy odprawił w kościele Św. Stanisława BM Mszę św. W ję­zyku polskim, 7 marca 1965 r.

Z wielką troską starał się o za­pewnienie właściwej opieki nad dziećmi polskimi lub z rodzin mieszanych. Organizował kursy nauki języka polskiego, czynnie włączał się w organizację spotkań młodzieży polonijnej z różnych krajów organizowanych w latach 1967 i 1968 w Loreto, gdzie w bazylice Domku Naza­retańskiego znajduje się prze­piękna kaplica polska. Dbał o restaurację kościoła Św. Stani­sława w Rzymie. Z wielkim za­angażowaniem pomagał w przy­gotowaniu i obchodach Jubile­uszu Tysiąclecia Chrztu Polski.

W roku 1970 ks. Kowalczyk zo­stał skierowany przez przełożo­nych Towarzystwa Chrystuso­wego do Wielkiej Brytanii, gdzie powierzono mu funkcję Delegata Przełożonego Generalnego i Wi­ceprowincjała. Pogorszenie stanu zdrowia nadwątlonego przeżyciami wojennymi zmusiło go do rezygnacji z tych stanowisk i do powrotu do Italii. Odtąd pracował w biurze Centralnego Ośrodka Duszpasterstwa Emi­gracyjnego przy Botteghe Oscure 15 w Rzymie. Pomagał też no­wemu duszpasterzowi Polaków we Włoszech, księdzu Marianowi Burniakowi (rodem ze Złotnik k. Podhajec!).

W 1977 roku ks. Mieczysław Ko­walczyk uległ poważnemu wy­padkowi samochodowemu. Od tej pory utykał poruszając się o lasce. Chorował też na reuma­tyzm i na serce. Odwiedzał  jesz­cze rodzinę siostry, siostrzeńców i siostrzenice w Polsce. Leczył się też w  krajowym sanatorium w Cieplicach. Podczas ostatniego pobytu w tym sanatorium doznał zawału serca. Zmarł 13 sierpnia 1986 r. Zwłoki ks. Kowalczyka zostały przewiezione do Domu Generalnego Towarzystwa Chry­stusowego w Poznaniu i po uro­czystościach pogrzebowych zło­żone w grobowcu Towarzystwa na cmentarzu Miłostowskim. W telegramie kondolencyjnym przesłanym Przełożonemu Gene­ralnemu Towarzystwa Chrystu­sowego ks. Edwardowi Szyman­kowi w imieniu Ojca Św. Jana Pawła II czytamy:

Odszedł do Pana wierny Syn  Narodu Pol­skiego, gorliwy kapłan, który z całym poświęceniem niósł po­sługę duszpasterską rodakom na emigracji, zwłaszcza we Włoszech

 

Iwo Werschler

Krzysztof Goc – Lwowiak w Poznaniu

Krzysztof Goc lwowiak w Poznaniu
Krzysztof Goc w swoim mieszkaniu

W dniu 10 lipca 2011 roku przedstawiciele Zarządu poznańskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i kresów Południowo – Wschodnich odwiedzili naszego kolegę Krzysztofa Goca i złożyli mu gorące lwowskie życzenia zdrowia i pomyślności na dalsze długie lata.

Krzysztof Goc urodził się 12 czerwca 1921 roku we Lwowie na ul. Gródeckiej w domu,  który prezentujemy. Tam też ukończył IX Gimnazjum humanistyczne z łaciną i językiem niemieckim.

Lwów opuścił w 1944 roku. W Poznaniu osiadł w 1957 roku , gdzie podjął pracę w Dyrekcji PKP. W 1990 roku wstąpił do Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich. Za aktywną działalność odznaczony Złotą Honorową Odznaką towarzystwa.

Krzysztofie!!! Żyj nam jeszcze 100 lat !!!

 

Obrona Lwowa w listopadzie 1918 roku

Obrona Lwowa w listopadzie 1918 roku

(w  90  rocznicę  bohaterskiego  czynu)

Rok 1918 stanowi w dziejach naszego narodu datę doniosłą. Po ponad wiekowej niewoli Polska odzyskała niepodległość. Stało się to dzięki korzystnie kształtującej się sytuacji międzynarodowej (klęska Niemiec i Austro-Węgier w I wojnie światowej oraz upadek carskiej Rosji wskutek rewolucji), jak i niezłomnej woli narodu polskiego manifestowanej licznymi powstaniami od schyłku XVIII stulecia.

Jednak trwający ponad wiek okres braku na mapie Europy państwa polskiego przyniósł wiele ważnych zmian, które odbudowę Polski w granicach sprzed 1772 r., o czym marzyły pokolenia żyjące w niewoli, uniemożliwiły.

Jednym z elementów nowej sytuacji było odrodzenie narodowe Rusinów-Ukraińców dokonujące się w XIX w. w zaborze austriackim. Kiedy zatem dobiegała końca I wojna światowa, nadzieje Polaków zamieszkujących jego  część, zwaną popularnie Galicją Wschodnią, zderzyły się z dążeniami Ukraińców, pragnącymi zbudować tam własne państwo.  Dążeniom tym sprzyjała upadająca monarchia habsburska.  16 listopada 1918 r. ostatni cesarz, Karol, wydał manifest ogłaszający Austrię ?związkiem wolnych narodów? i zezwalający zamieszkującym monarchię narodowościom na tworzenie własnych ?rad narodowych?. W dwa dni później powstała we Lwowie Ukraińska Rada Narodowa, która 19 X proklamowała powstanie państwa ukraińskiego obejmującego Galicję Wschodnią i Bukowinę. Nowe państwo miało pozostawać w ścisłym związku z monarchią habsburską. Proklamację tę politycy polscy w Galicji zignorowali.

Tymczasem pod koniec października, w obliczu całkowitego upadku i rozpadu Austro-Węgier, powstała w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna aspirująca do objęcia rządów po zaborcy. Przewodniczący PKL, Wincenty Witos, przyjechał wnet do Lwowa, gdzie odbył rozmowę z dotychczasowym namiestnikiem cesarskim K. Huynem w sprawie ustalenia warunków przejęcia władzy nad Galicją Wschodnią. W tej sytuacji, Polacy, stanowiący wówczas ponad 50% populacji Lwowa, ufnie oczekiwali odzyskania niepodległości. Również przebywający we Lwowie wojskowi, związani z różnymi polskimi ugrupowaniami, lekceważyli ostrzeżenia o przygotowywanej przez Ukraińców akcji zbrojnej mającej na celu opanowanie Galicji Wschodniej. Przygotowania  te natomiast wspierali po cichu Austriacy i Niemcy.

Tak więc, całkowitym zaskoczeniem dla polskich mieszkańców Lwowa stało się opanowanie miasta przez wojsko podległe Ukraińskiej Radzie Narodowej i jej odezwa głosząca ?oswobodzenie Lwowa z sześćsetletniej niewoli lackiej?. Nie wszyscy jednak zachowali się bezradnie. Tego samego dnia, 1 listopada, do obrony Lwowa przed Ukraińcami, których uważano za uzurpatorów, stanęła polska młodzież. Hasło do działania dała grupa około 80 osób skupionych wokół kpt. Zdzisława Tatara-Trześniowskiego w Szkole Sienkiewicza, leżącej w południowo-zachodniej części miasta, wsparta przez studentów z Domu Techników w tej samej dzielnicy. Zapoczątkowany przez te grupy ruch oporu, szybko rozwinął się. Do pierwszych redut zgłaszali się ochotnicy rekrutujący się z przebywających we Lwowie legionistów i żołnierzy innych formacji polskich. Licznie dołączała do nich młodzież, wśród której wysoki procent stanowili uczniowie szkół średnich, zwani wtedy studentami. Ówczesny porucznik, późniejszy generał, Roman Abraham tak wspominał początek walk:

U zbiegu ulic Leona Sapiehy i Św. Teresy spotkałem kilku studentów w mundurkach, strzelających z zapałem na ulicę Św. Teresy. Podbiegłem do nich z pomocą i zobaczyłem samochód półciężarowy z którego zbiegł szofer, żołnierze zaś ukraińscy, przeskakując od bram do bram uciekali w kierunku miasta. Trudno opisać uczucie jakie mnie wówczas przejęło na widok zwycięskich uczniów, tych młodziutkich bojowników lwowskich.

Tak rodziła się legenda Orląt ? bohaterskich dzieci broniących swego miasta. Nazwiska Jurka Bitschana i Antosia Petrykiewicza, zajęły w tej legendzie główne miejsce.

Na początku walk listopadowych Polacy przejmowali inicjatywę wypierając Ukraińców i zdobywając ważne obiekty. Wśród nich szczególnie cenny ? Dworzec Główny. Jednak wkrótce natarcie utknęło. Nieprzyjacielowi przybyły posiłki, m. in. dobrze wyszkoleni i uzbrojeni ? Strzelcy Siczowi. Miasto przeciął biegnący z północy na południe front. W polskich rękach znalazła się zachodnia część Lwowa. Naczelnym dowódcą obrony został kpt. Czesław Mączyński, związany z Narodową Demokracją. Podlegały mu dwie grupy:  północna – Tatara-Trześniowskiego, i południowa – Boruty-Spiechowicza. W miarę upływu czasu  sytuacja obrońców stawała się coraz trudniejsza. Na terenie Galicji Wschodniej funkcjonowała już Zachodnio-Ukraińska Republika Ludowa z prezydentem J. Petruszewyczem na czele. Jej zbrojnym ramieniem była Ukraińska Halicka Armia, w której służyło wielu doświadczonych oficerów ? Niemców i Austriaków. Lwów był otoczony. W mieście trwały zacięte boje. Walczono o Cytadelę, Pocztę Główną, gmach Dyrekcji Kolei, o Górę Stracenia. 13 listopada Ukraińcy zaatakowali Szkołę Kadecką. Stoczono wówczas tzw. bitwę kulparkowską, zakończoną zwycięstwem Polaków. Dzięki niemu szeregi obrońców zasilili ochotnicy z okolicznych polskich wsi. Równocześnie jednak ponieśliśmy porażkę na Zamarstynowie. Przedłużające się walki powodowały duże zniszczenia w zabudowie centrum miasta. Antoni Jakubski, II szef sztabu Cz. Mączyńskiego, wspominał:

(…) Zwolna domy niedawno zamieszkałe zaczęły się zamieniać w rudery (…) porozbijane strzałami karabinów maszynowych, granatów ręcznych, min, petard i armatnich pocisków zaczęły się zwolna rozsypywać w gruzy.

Walki we Lwowie trwały od 1 do 22 listopada 1918 r. Przez ten czas podejmowane były starania o pomoc oblężonym obrońcom. Józef Piłsudski po powrocie z Magdeburga, już 12 XI polecił gen. B. Roji dowodzącemu wojskiem w Krakowie, wysłanie  odsieczy. 21 XI sześciu pociągami dotarła do Lwowa  grupa około 1400 żołnierzy pod dowództwem ppłk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego.  22 XI wyparto Ukraińców ze Lwowa. Jednak walki o miasto jeszcze się nie zakończyły. Przez kilka następnych miesięcy Lwów pozostawał odcięty od reszty kraju. Mieszkańcy cierpieli głód, brakowało wody, gazu i prądu. Artyleria ukraińska, z okolicznych wzgórz, zasypywała miasto pociskami. Dopiero pod koniec kwietnia 1919 r. jednostki UHA zostały definitywnie odrzucone.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o pomocy, z jaką dla bohaterskiego Lwowa pospieszyła wyzwolona już z pruskiego jarzma, Wielkopolska. Najpierw przybyła ochotnicza kompania pod komendą por. J. Ciaciucha, w sile ok. 200 ludzi. Następnie gen. J. Dowbór-Muśnicki skierował pod Lwów blisko trzytysięczną grupę dowodzoną przez płka Daniela Konarzewskiego. Ona to walnie przyczyniła się do odparcia wojsk ukraińskich. Poznańskie udzieliło też bardzo potrzebnej pomocy aprowizacyjnej wygłodzonym mieszkańcom Lwigrodu.

Wojna polsko-ukraińska  rozpoczęta ?zamachem na Lwów? 1 listopada, dobiegła końca w lipcu 1919 r., gdy resztki UHA wyparte zostały za Zbrucz.

W przywróconym Polsce, ?zawsze wiernym? Lwowie, życie powoli wracało do normy. Odbudowywano zniszczone budynki, gojono rany. Polscy mieszkańcy nie zapomnieli o swoich obrońcach ? bohaterach. Przy cmentarzu Łyczakowskim, według projektu jednego z uczestników walk, studenta Politechniki Rudolfa Indrucha, powstał okazały, jedyny w swoim rodzaju, Cmentarz Obrońców Lwowa – Campo Santo.  Spoczęłi na nim ci, co polegli, aby Lwów należał do Polski.

Dzisiaj, po tragicznych wydarzeniach II wojny światowej, gdy po raz kolejny w naszej historii zmianie uległy granice Polski a w wyniku barbarzyńskich wysiedleń ?Lwów wyjechał? na przyznane nam w Poczdamie Ziemie Zachodnie pozostawiając nad Pełtwią jedynie materialne ślady wiekowej przynależności do Polski, wielu z nas nasuwać się mogą liczne pytania. Myślę, że wśród tych pytań można postawić i takie: czy konfliktu z Ukraińcami w 1918 r. można było uniknąć ?  – czy cena, jaką Polacy zapłacili za te bohaterskie zmagania w kilkadziesiąt lat później, nie była zbyt wysoka ?  Wydaje mi się, że wątpliwości jest znacznie więcej, a odpowiedzi zawsze będą różne, często diametralnie, podobnie jak przy stawianiu pytań o sens powstań narodowych, a zwłaszcza Powstania Warszawskiego. ?Historia est magistra vitae? ? powiadali starożytni Rzymianie. Jeżeli obrona Lwowa może dzisiaj czegoś nauczyć, to chyba głównie miłości Ojczyzny.

 

Iwo  Werschler

 

Literatura:

  • G. Łukomski, Cz. Partacz, B. Polak,  Wojna polsko-ukraińska 1918-1919,  Koszalin 1994;
  • I. Werschler, Obrona Lwowa w listopadzie 1918 r.  ?Czas Kultury? nr 15,    Poznań  1990.

Pomoc Wielkopolski dla Lwowa podczas wojny z Ukraińcami w 1919 r.

Lwów i PoznańTrwało jeszcze Powstanie Wielkopolskie, toczyły się zacięte boje z Niemcami, gdy Dowództwo Główne, sprawowane od 11 stycznia 1919 roku przez gen. Józefa Dowbor Muśnickiego, podjęło decyzję o pospieszeniu z pomocą walczącemu z Ukraińcami Lwowowi.

Dotychczasowe związki Poznania ze Lwowem, dwu kresowych wówczas miast polskich, były od dawna ożywione. Dlatego Wielkopolska z niepokojem śledziła trwające od 1 listopada 1918 roku zmagania polskiej społeczności Lwowa z siłami ukraińskimi. Prasa poznańska od początku tych walk prawie codziennie przynosiła o nich wiadomości. Po wyparciu Ukraińców ze Lwowa, 22 listopada 1918 r., dzięki odsieczy jaką dowodził ppłk M. Karaszewicz-Tokarzewski, sytuacja Polaków w mieście nadal była ciężka. Przez kilka miesięcy linia bojowa biegła tuż za rogatkami. Na miasto spadały pociski artyleryjskie. Łączność z resztą ziem polskich utrzymywano jedynie przez linię kolejową Lwów – Przemyśl, ale i on była kilkakrotnie przerywana. Ludność Lwowa cierpiała wszelki niedostatek. Brakowało wody, prądu i gazu, a przede wszystkim – żywności. Nie kursowały tramwaje. Józef Piłsudski wprowadził do akcji kilkutysięczną grupę operacyjną pod dowództwem gen. J. Romera. W wyniku jej działań obrona Lwowa została wzmocniona przybyłymi posiłkami. Gen. Romerowi nie udało się jednak wyzwolić obszaru na północ od linii kolejowej biegnącej do Przemyśla, która wskutek tego nadal bywała przerywana.

Tymczasem Komenda obrony Lwowa zwróciła się o pomoc do Dowództwa Głównego Wojsk Wielkopolskich. Do Poznania udał się także premier I. J. Paderewski z misją przedstawienia trudnej sytuacji i apelem o pospieszenie z odsieczą. Już wcześniej otrzymał Lwów pomoc materialną z Wielkopolski. Między innymi w styczniu wysłano transport złożony z 58 wagonów kolejowych wiozących głównie żywność i materiały sanitarne. W lutym zaś dotarły do Lwowa wagony z ziemniakami, żytem, cukrem i odzieżą. Pomoc ta witana była owacyjnie.

Gen. J. Dowbor Muśnicki zdawał sobie jednak sprawę, że wysłanie pomocy militarnej, mającej znaczenie podstawowe, jest rzeczą ryzykowną i będzie stanowiło wielką ofiarę ze strony Wielkopolski. Poznańskie bowiem  nadal było zagrożone przez Niemcy.  Nie chciały one oddać terytoriów, które miano przydzielić Polsce i rozwijały agitację za stawieniem zbrojnego oporu.

W tych warunkach dowódca wojsk powstańczych zdecydował się najpierw na wsparcie rodaków w Małopolsce Wschodniej siłami ochotniczymi. Na jego apel sformowano zatem tzw. ochotniczą kompanię poznańsko-lwowską, której dowódcą został  ppor. Jan Cieciuch. Kompania liczyła 204 żołnierzy, a już w trakcie walk była dwukrotnie wzmacniana posiłkami, w łącznej ilości 80 osób. Przez Przemyśl dotarto do Sądowej Wiszni, gdzie kompanię oddano pod dowództwo gen. F. Aleksandrowicza. Udział Wielkopolan w walkach rozpoczął się w rejonie Gródka Jagiellońskiego. W walkach pod Gródkiem kompania odznaczyła się zdobywając kilka wsi, a w nich cenny sprzęt bojowy. Poniosła też straty w zabitych i rannych. 19 marca 1919 r. dowódca i oficerowie kompanii odebrali gratulacje od generałów Aleksandrowicza, Iwaszkiewicza i Rozwadowskiego, już w dniu następnym żołnierze kompanii byli owacyjnie witani we Lwowie. W połowie kwietnia kompania ppor. Cieciucha została wcielona do 1 pułku Strzelców Lwowskich. W jego składzie bohatersko walczyła podczas ofensywy wielkanocnej zdobywając trzy wsie. Następnym etapem walk Wielkopolan był udział w bojach o Jaryczów Nowy i dalej aż po rzekę Seret. W czerwcu kompanię skierowano na najbardziej zagrożony odcinek frontu w okolicach Zborowa.  Polskie wojsko znalazło się tam w trudnej sytuacji i musiało się cofać pod naporem ofensywy ukraińskiej.   W czasie tych walk Wielkopolanie znowu wyróżnili się męstwem i karnością, dzięki czemu na bronionym odcinku nie tylko odpierali ataki nieprzyjaciela, ale i sami przechodzili do kontrataków. Gdy z kolei Polacy rozpoczęli ofensywę, kompania ppor. Cieciucha znalazła się w składzie 6 Dywizji Strzelców należącej do Armii gen. J. Hallera. Dzielna postawa Wielkopolan spotkała się znowu z pochwałą dowództwa. W specjalnym rozkazie gen. W. Iwaszkiewicz podkreślił, że od pierwszych walk o Lwów byli oni wzorem waleczności i dyscypliny oraz wysokiego poczucia obywatelskiego, co przejawiło się w tym, iż ludność cywilna nie zgłaszała żadnych skarg  pod ich adresem. Na początku sierpnia kompania wyjechała do Poznania. Wróciło ogółem 226 ludzi. W walkach o Lwów poległo 11, a 58 odniosło rany. Wszystkim żołnierzom i oficerom kompanii, Naczelna Komenda WP we Lwowie nadała „za dzielność i trudy poniesione w bojach o całość i niepodległość Rzeczypospolitej w czasie walk o obronę Lwowa od 12 marca do 1 lipca 1919 r.”, – Krzyż Obrony Lwowa.

Tymczasem po rozmowach z premierem Paderewskim, gen. Muśnicki, biorąc

pod uwagę trwanie rozejmu z Niemcami, podjął decyzję o skierowaniu pod Lwów większych sił. Tak więc do dyspozycji gen. Iwaszkiewicza wyjechała Grupa Wielkopolska dowodzona przez płk. Daniela Konarzewskiego. Składała się ona ze sztabu, 1 pułku Strzelców Wielkopolskich, I dywizjonu 1 pułku artylerii polowej, eskadry lotniczej i plutonu łączności. W sumie 3873 ludzi. Miejscem koncentracji była także Sądowa Wisznia. Grupie Konarzewskiego przydzielono zadanie wykonania głównego uderzenia na siły Ukraińskiej Armii Halickiej w okolicach Gródka Jagiellońskiego, celem przebicia pierścienia okalającego Lwów. Natarcie rozpoczęte o świcie 17 marca i kontynuowane następnego dnia, przyniosło pełny sukces. Grupa Wielkopolska osiągnęła linię Milatyn – Koców – Wołczuchy. Ukraińcy panicznie cofali się przed karnymi i dobrze wyekwipowanymi Wielkopolanami. Wystarczył okrzyk: „biskupi idą !”, a w szeregach ich powstawał zamęt (tu trzeba wyjaśnić, że „biskupami” nazywano żołnierzy poznańskich z powodu wysokich rogatywek, jakie nosili). W wyniku dalszych działań Wielkopolanie nawiązali łączność z oddziałami polskimi dowodzonymi przez płka  W. Sikorskiego,  dotarli do Gródka Jagiellońskiego i ostatecznie przerwali pierścień otaczający Lwów. Sukces ten doceniło Naczelne Dowództwo, a gen. Iwaszkiewicz w rozkazie z 19 marca stwierdził, że „żelazne zastępy Wielkopolan pod dowództwem płk. Konarzewskiego brawurowym atakiem (…) wpłynęły na zwycięstwo”. Kolejnym ich  sukcesem był wybitny udział w oswobodzeniu Lwowa od ostrzału artyleryjskiego jaki prowadziła UHA od południowego zachodu.  O świcie 19 kwietnia Wielkopolanie uczestniczyli w natarciu na wsie Glinnę i Nawarię. Po zdobyciu tych miejscowości zmuszono Ukraińców do opuszczenia wzgórz, z których dotąd nękali ogniem artyleryjskim Lwów.

W maju doszło do ofensywy polskiej w Małopolsce Wschodniej. Miała ona za zadanie oskrzydlić siły wroga pod Lwowem i Samborem. Dowództwo sprawował gen. Haller. Grupa Wielkopolska przetransportowana do Gródka Jagiellońskiego  nacierała na umocnione pozycje nieprzyjacielskie. 16 maja uderzyła na Komarno, następnie na Mikołajów, a ostatecznie zajęła Stryj. Po kilkudniowym pobycie w Stryju, Wielkopolanie wyjechali do Lwowa, skąd po krótki odpoczynku wyruszyli w drogę powrotną do Poznania. Tam powitano ich uroczyście, a sztandar 1 p. Strz. Wlkp. udekorowany został szarfą z napisem: Za obronę Kresów Wschodnich.

Przyczyną odwołania Grupy Wielkopolskiej z frontu małopolskiego była sytuacja na zachodzie. Jak wiadomo, w Paryżu, obradowała w tym czasie konferencja mająca za zadanie wypracować tekst traktatu pokojowego z Niemcami. Gdy na początku maja ogłoszono jego projekt, przez Niemcy przeszła fala protestów. Gotowi przeciwstawić się realizacji tego projektu siłą, Niemcy zaczęli koncentrować wojska wokół granicy z Polską. Siły ich przekroczyły 200 tys. żołnierzy. Zagrożenie to zmusiło Naczelne Dowództwo polskie do organizowania frontu antyniemieckiego, a Komisariat Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu  powierzył Piłsudskiemu Armię Wielkopolską. W czerwcu 1919 r. Armia Polska w całości podporządkowana została dowódcy wojsk państw sprzymierzonych i stowarzyszonych – marszałkowi F. Foch`owi.

Po podpisaniu traktatu wersalskiego, gdy zagrożenie minęło, Grupa Wielkopolska  licząca teraz  4442 żołnierzy, tym razem pod dowództwem gen. D. Konarzewskiego,  ponownie skierowana została na front wojny z Ukraińcami. Skoncentrowana nad Gniłą Lipą ruszyła do natarcia w kierunku Brzeżan. Akcję obserwował J. Piłsudski, który podziękował Wielkopolanom za mężną postawę. Po zajęciu Brzeżan Grupa prawie bez walki zajęła szereg miejscowości między Złotą Lipą a Seretem. W ostatnim dniu ofensywy natomiast, brawurowym natarciem  zdobyła Husiatyn.  Po wyparciu UHA za Zbrucz Grupę gen. Konarzewskiego skierowano na Wołyń.

Opisując udział Wielkopolan w walkach o Lwów i Małopolskę Wschodnią, wspomnieć należy także o „Szpitalu Lwów”. Był to szpital polowy zorganizowany w Poznaniu pod komendą mjra lek. Emanuela Twórza. Do Lwowa przybył on z wyposażeniem i personelem. Służył tak GW jak i innym oddziałom podległym Naczelnej Komendzie Obrony Lwowa.

Na koniec słów kilka poświęcić należy Wielkopolanom poległym w walce o Lwów i Kresy Wschodnie. Profesor Nicieja w swojej pomnikowej książce o cmentarzu Obrońców Lwowa pisze, że „trudno ustalić, ilu Wielkopolan padło w walkach o Lwów”. Na lwowskim Campo Santo mieli oni symboliczną kwaterę. Wielu bowiem ekshumowano i szczątki zabrano do stron rodzinnych. Przed II wojną kwaterą wielkopolską opiekowali się uczniowie paru szkół lwowskich. Jak powiedział podczas zbiorowego pogrzebu żołnierzy 1 p. Strzelców Wielkopolskich poległych pod Lwowem ich kapelan ks. K. Stankowski „ledwośmy sami zrzucili z siebie jarzmo niemieckiej niewoli, (…) a już pośpieszyliśmy na odsiecz Lwowa, bośmy dzieci jednej ojczyzny i jednego narodu”. W tamtej bowiem epoce miłość ojczyzny, patriotyzm, nie były czczym frazesem.

Iwo Werschler

 

Źródła:

  • Czubiński Antoni, Powstanie wielkopolskie 1918 – 1919. Geneza – charakter – znaczenie, Poznań 1978;
  • Łukomski G., Partacz Cz., Polak B., Wojna polsko-ukraińska  1918 – 1919, Warszawa 1994;
  • Muśnicki Dowbor Józef jen., Moje wspomnienia, Poznań 1936;
  • Nicieja Stanisław S., Cmentarz Obrońców Lwowa, Wrocław 1990;
  • Polak Bogusław, Z Wielkopolski do Lwowa 1919 r., „Nurt” nr 11/1989;
  • Romer Jan gen., Pamiętniki, Lwów 1938.

 

Prawa i obowiązki wolentariusza

Decydując się na bycie wolontariuszem warto znać swoje prawa i obowiązki, które wynikają z „Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie”.

  1. Będąc wolontariuszem możesz świadczyć pomoc na rzecz organizacji pozarządowych, podmiotów działających na podstawie przepisów regulujących stosunek państwa do Kościoła katolickiego i innych kościołów i instytucji publicznych z wyjątkiem prowadzonej w tych instytucjach działalności gospodarczej.
  2. Jako wolontariusz powinieneś posiadać odpowiednie kwalifikacje. Nie znaczy to oczywiście, że w szpitalu wolontariuszami mogą być tylko lekarze lub pielęgniarki. Jeśli pomagamy dzieciom w odrabianiu lekcji albo umilamy im różnymi zabawami pobyt w szpitalu, to nie musimy skończyć studiów medycznych.
  3. Jeśli jesteśmy wolontariuszami do 30 dni, to wystarczy, że „dogadamy” się ustnie (natomiast na prośbę wolontariusza porozumienie może być zawarte na piśmie) , natomiast, jeśli pracujemy powyżej 30 dni, to nasza organizacja/instytucja musi zawrzeć z nami porozumienie na piśmie, które powinno zawierać zakres naszych obowiązków, okres trwania porozumienia, możliwość jego rozwiązania.
  4. Liczą się dni kalendarzowe, niezależnie od tego ile razy w miesiącu świadczymy pomoc.
  5. Świadczenie wolontariusza nie jest stosunkiem pracy, tylko stosunkiem cywilno- prawnym, dlatego w ustawie jest mowa o świadczeniu wolontariusza, a nie o pracy.
  6. Wolontariusz, na własną prośbę, może otrzymać zaświadczenie o wykonywaniu świadczenia oraz opinię o swojej pracy.
  7. Organizacja/instytucja, w której pracujesz powinna poinformować cię o zasadach bezpiecznego wykonywania świadczenia oraz zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki pracy.
  8. Organizacja/instytucja może pokrywać koszty delegacji służbowych i diet. Jednak wolontariusz może na piśmie zwolnić organizację z całości lub części tych świadczeń.
  9. Organizacja/instytucja może także pokrywać inne koszty związane z wykonywaniem świadczenia oraz koszty szkolenia.
  10. Podmiot na, rzecz którego świadczysz pomoc może, ale nie musi, objąć cię ubezpieczeniem zdrowotnym. Jest to wyłącznie dobra wola organizacji i jeśli nie ma ona odpowiednich środków, nic jej do tego nie obliguje.

Natomiast przysługuje ci zaopatrzenie z tytułu wypadku przy pracy. Masz takie same prawa w tym zakresie jak pracownik etatowy. Warto pamiętać, że w przypadku, jeśli świadczysz pomoc do 30 dni, organizacja musi wykupić dla ciebie ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków (NW). Natomiast, jeśli zawrzesz porozumienie na okres powyżej 30 dni, koszty ubezpieczenia przejmuje na siebie państwo. Dlatego ważne jest, aby porozumienie, o którym mowa, zostało zgodnie z ustawą zawarte na piśmie. Organizacja powinna poinformować cię, jakie są twoje prawa i obowiązki zgodnie z ustawą o wolontariacie.

Ważne informacje:

ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie.

Portal organizacji pozarządowych (www.ngo.pl)

 

Lwów – miasto, którego trzeba i warto się uczyć

Nie pochodzę z Kresów i nie zamierzam się zgrywać na Kresowiaka; jedynie po 1863 roku w wyniku powstania styczniowego, na Wschodzie powstała oddzielna gałąź mej rodziny. Kiedy jednak przed rokiem zaproponowano mi współpracę z poznańskim oddziałem Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich, przystałem na to, choć początkowo z pewnymi oporami i bez przekonania, bo spraw wschodnich najwyraźniej „nie czuję”. Potem była audycja studyjna w Telewizji ELSAT, w cyklu „W Labiryncie Historii”, kolejne spotkania, drobne prace na rzecz Towarzystwa – i zdecydowałem się dołączyć. Ujęła mnie w tej organizacji rzadko dziś spotykana atmosfera spotkań, stosunki panujące pomiędzy osobami niegdyś pozbawionymi rodzinnych stron, ogólna, szczera serdeczność i życzliwość. Przede wszystkim kierowała mną i nadal kieruje ogromna ciekawość ludzi, ich charakterów,  doświadczeń  i miejsc, z którymi tak silnie wciąż są związani. Będą więc to refleksje osoby stojącej z boku, patrzącej na te sprawy bardziej rzeczowo i z dystansem – co Koleżanki i Koledzy z Towarzystwa, mam nadzieję, mi wybaczą.

Wielkim doświadczeniem i przygodą był dla mnie wyjazd do Lwowa pomiędzy 27 kwietnia i 1 maja 2008 roku. Dzięki cennemu a życzliwemu sponsoringowi p.  dr. Romana Dawida Taubera, Rektora Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii, można było zorganizować wyprawę do dawnej stolicy Małopolski Wschodniej, z darami dla mieszkających tam Polaków. Jest to akcja charytatywna prowadzona przez Towarzystwo już od wielu lat, serdecznie a z wdzięcznością przyjmowana przez ludzi żyjących za granicą często w naprawdę trudnych warunkach. Dla osób, które jeszcze nie znały Lwowa zorganizowano grupę, która została oprowadzona po najważniejszych miejscach i obiektach miasta.

Pojechałem głównie po to, by się uczyć. Nieznanych mi dotąd stron i ludzi, porównać swoją dotychczasową wiedzę z realiami Kresów, wyprowadzić wnioski. A wszystko odbyło się we wspaniałej atmosferze. Jechaliśmy wygodnym autokarem, zamieszkaliśmy w hotelu „George” przy placu Adama Mickiewicza (a więc w centrum miasta), przewodniczką zaś była przemiła i wielce kompetentna Pani Iza – córka nestora przewodników lwowskich.

Lwów, stare miasto położone na skrzyżowaniu newralgicznych szlaków handlowych, zawsze był nieco kosmopolityczny, matecznikiem wielu kultur, języków i religii. Administracyjnie wchodząc w skład Korony, od tej strony zawsze był bardziej polski niż Wilno – odwieczna stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego (co prawda kulturalnie znacznie spolonizowane). Narodowości licznie zaludniające Lwów, żyły na ogół zgodnie – aż do 1 listopada 1918 roku, gdy z inicjatywy administracji dogorywajacej monarchii Habsburgów, odrodzono konflikty narodowe i uruchomiono nienawiści, dotychczas ukrywane lub może nawet nieuświadamiane. Od tej strony spokoju nie ma tam do dziś, owe niepokoje tlą się podskórnie, podsycane pamięcią krwawego dramatu z lat 1942 – 1948. W niczym to jednak nie zmieni faktu, że  w latach 1867 – 1918 Lwów był stolicą Galicji, Małopolski Wschodniej, tchnął wielkim światem i echem Wiednia – w odróżnieniu od hieratycznego, zapatrzonego w przeszłość, ale też zapyziałego, nieco obskurackiego a klerykalnego Krakowa.

Odruchowo zacząłem porównywać Lwów z oglądanym kilka miesięcy wcześniej Wilnem. Tam było wypreparowane z miasta zabytkowe centrum, dopięte niemal na ostatni guzik, nastawione na reklamę i chwałę w oczach gości i turystów – i dalekie od bogactwa obrzeża stolicy Litwy. Tutaj, we Lwowie, zgrzebność widoczna jest niemal na każdym kroku. Gdyby usunąć samochody i niektóre zewnętrzne elementy naszych czasów, przenieślibyśmy się w czasy Franciszka Józefa I, ery autonomicznej i w epokę Dwudziestolecia międzywojennego. Te same, fascynujące secesją kamienice, ta sama kostka brukowa (asfaltu nie jest tam wiele), te same stare a monumentalne pałace i gmachy rządowe. Te same, charakterystyczne świątynie, wieże, dachy i podwórza. Lwów nie był zniszczony działaniami wojennymi, nie trzeba więc było odbudowywać miasta. Zatem główna część historycznego centrum przetrwała w niewiele zmienionym stanie – tylko z wyraźnie widocznym zębem czasu. Widać, że przez kilka dziesięcioleci niewiele zrobiono dla zabezpieczenia miejsc i domów, a dziś ogromnie trudno nadrobić powstałe zaległości. Z zewnątrz jeszcze wszystko jako tako wygląda, często jednak lepiej nie zaglądać na podwórka i do starych mieszkań, które najpierw przeszły przez falę realizowania  „aktu sprawiedliwości dziejowej”, a potem nie miał ich kto remontować i konserwować. Remont i konserwacja wszystkiego od razu, jest dziś niemożliwa, pozostaje bolesny wybór – co się i czyni, ale nierzadko w połączeniu z usuwaniem elementów polskich.

Całkowicie za to zmienił się skład ludności Lwowa. W okresie międzywojennym Polacy stanowili  około 3/4 mieszkańców miasta – trzeciego pod względem wielkości (po Warszawie i Łodzi) w Rzeczypospolitej. Dziś jest to zaledwie jeden procent. Inna mowa na ulicach i w lokalach, język polski dominuje tylko w kilku punktach miasta – a i to przeważnie w miejscach, które odwiedzają czasowi przybysze z Polski. Nic dziwnego, dochód z turystyki zza Sanu jest ogromnym zastrzykiem dla finansów Lwowa i jego mieszkańców. Zatem raczej nie spotyka się demonstrowania niechęci wobec Polaków – inaczej niż poza miastem, gdzie miejscowa ludność ukraińska zachowuje się co najmniej nieufnie, tak, jak nasi mieszkańcy ziem zachodnich i północnych, gdy nagle pojawi się tam przybysz z Niemiec. Wyraźnie jednak  Ukraińcy patrzą na nas uważnie, a tu i ówdzie widać przejawy akcentowania ukraińskości miasta – często w wyjątkowo nieprzyjemny sposób. Jednym z głównych bohaterów Lwowa jest Stepan Bandera: ma tu swoją ulicę, pomnik przy kościele św. Elżbiety, jest patronem politechniki. Jeden z czołowych dowódców UPA, Roman Szuchewycz, osławiony  „Taras Czuprinka” patronuje arterii komunikacyjnej i jest bohaterem tablicy pamiątkowej umieszczonej… na ścianie polskiej szkoły.  W księgarni można zobaczyć reklamę książki o Ukraińskiej Powstańczej Armii „która powinna być w każdym ukraińskim domu”, a zaraz obok jest mapa wskazująca zasięg plemion ukraińskich we wczesnym średniowieczu aż po… Prosnę.  Wydarzenia z końca 1918 roku (traktowane przez Ukraińców jako powstanie narodowe) akcentowane są, w odpowiedniej formie, na tablicach pamiątkowych, przy których co pewien czas gromadzą się na swoich  masówkach i wiecach wielce tu honorowani weterani UPA. Jedno z takich spotkań na Prospekcie Swobody mogliśmy zobaczyć 28 kwietnia; ujawnienie  polskiego pochodzenia mogłoby się tam zakończyć raczej niemile… A uważać trzeba, bo dzisiejsi lwowianie znają, a przynajmniej rozumieją  język polski; alergicznie za to reagują (inaczej niż starsi i średni wiekiem Litwini) na język rosyjski. Na bazarach można kupić  nawet T-shirty z jednoznacznymi hasłami na ten temat. O „Lachach” raczej bez wyraźnej potrzeby się nie wspomina, o „Moskalach” – i owszem. Niemal zawsze w pejoratywnym kontekście. Ale i nas, w kwietniu 2008 roku spotykały różne niespodzianki. Już celnik na granicy, po zapoznaniu się z nazwą hotelu, w którym się zatrzymamy, stwierdził sugestywnie: „Bohaty ludzi, w ‚Żorż’ jedut”. No i staliśmy bezczynnie dwie godziny…   Nie dostalibyśmy się do wnętrza Kasyna Ziemiańskiego, bez nieformalnej opłaty od osoby, strażnicy zaś przy Politechnice, na widok zbliżającej się naszej grupy, pośpiesznie przystąpili do zamykania bramy wjazdowej. W sklepach przyjmowani byliśmy grzecznie i życzliwie, ale przed Cmentarzem Łyczakowskim autobus obskoczyli chłopcy domagający się pieniędzy… i radośnie klaszczący, gdy kierowca autokaru miał kłopot z wyjazdem z parkingu. Były więc miejsca i miejsca, ludzie i ludzie.

Znana, a wciąż gorąca jest we Lwowie sprawa wydarzeń z przełomu lat 1918 – 1919 i Cmentarza Orląt Lwowskich na Łyczakowie. Po latach celowej dewastacji i wandalizmu wreszcie pozwolono uporządkować i choćby częściowo zrekonstruować nekropolię – ale z równoległym, bardzo podobnym w formie cmentarzem żołnierzy ukraińskich. Tu zaglądają niemal wyłącznie Polacy – przede wszystkim ci przybyli z kraju. Między polskie groby na Cmentarzu Łyczakowskim licznie wkroczyły dość charakterystyczne stele – nagrobki notabli ukraińskich, lokatorów zmieniły też niektóre wiekowe grobowce. Powoli zachodzi potrzeba uruchomienia na większą niż dotąd skalę, akcji ratowania pomników na tej nekropolii. Konserwacji wymagają nawet niektóre nagrobki słynnych działaczy polskich, a wzruszający pomnik nagrobny Artura Grottgera porasta mech; niektóre napisy na nim są już prawie niewidoczne.

Prawie nic już nie pozostało z charakterystycznej przedwojennej atmosfery Lwowa rozśpiewanego, „luzackiego”, trochę cwaniackiego, czasem szemranego, w specyficzny sposób szarmanckiego – ale i silnego intelektualnie, z mocną pozycją wielu nauk, m.in. matematyki, historii, nauk technicznych. Jedynie na Prospekcie Swobody wieczorami skrzykują się spontanicznie grupy przypadkowych przechodniów, którzy stojąc w kole, wcale składnie śpiewają ukraińskie pieśni narodowe – patriotyczne, ale nie agresywne nacjonalistycznie. Tu i ówdzie widać też szachistów grających na ławce w parku,  otoczonych wianuszkiem kibiców – wyłącznie mężczyzn.

Polskość Lwowa tkwi w zabytkowej sferze materialnej miasta, lecz już nie w ludnościowej. Dzisiejszy Lwów to miasto, w którym nie wolno mieszać przeszłości z teraźniejszością,  o ile nie chcemy stworzyć mieszaniny wybuchowej, która doprowadzi do zniszczenia tych resztek polskości etniczej, jakie tam jeszcze pozostały. Smutna też jest inna refleksja: ten sam los nieuchronnie czeka i Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich, gdy odejdą ostatni, urodzeni w tamtych stronach. Nadzieją kontynuacji tradycji jest zaaangażowanie druhen i druhów ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej – ale nie będzie to już ten duch, co obecnie, będzie to bardziej działanie na przekór, próba cofania historii – a nie ważenie stanowisk i krzewienie zgody. Także we Lwowie stopniowo wygasa Polska etniczna, nie ma tam (podobnie zresztą jak w Wilnie) silnej polskiej inteligencji, która byłaby w stanie zorganizować prężny ruch narodowy. Działają polskie organizacje i towarzystwa, które czynią wszystko, by podtrzymać nasze tradycje, ale muszą bardzo uważać w obliczu realiów, z którymi mają na co dzień do czynienia. Istnieje nawet pewien rozdźwięk pomiędzy Ukrainą centralną i wschodnią z Kijowem, nastawioną proeuropejsko i daleką od nacjonalizmu – a Ukrainą zachodnią, konsekwentnie kultywującą tradycje UPA. Ten tygiel kipi podskórnie, tylko od czasu do czasu widać pojedyncze, dość jednoznaczne sygnały i trzeba bardzo uważać, by para z tego kotła nie wydostała się szeroką falą na zewnątrz. W tych właśnie realiach funkcjonują lwowscy Polacy – i członkowie Towarzystwa udzielający im wsparcia. Zrozumiały żal, irytacja, gorycz, tęsknota za utraconymi ziemiami ojczystymi, nie zmienią twardych realiów czasu. Jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji wydaje się być możliwie szybkie przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej, co otworzy drogę wzajemnym kontaktom i być może choć trochę zatrze dzielące różnice i zaszłości. Nie podział na moje i twoje, lecz świadomość, że to jest nasze, może doprowadzić do harmonii. W tej chwili bowiem mamy do czynienia z koniunkturalizmem politycznym i hipokryzją, gdy Rosji bez końca (skądinąd słusznie) wypominamy Katyń i łagry, ale o rzezi wołyńskiej, o potwornych wyczynach banderowców na Kresach Południowo – Wschodnich zachowuje się dyplomatyczne milczenie. A przecież są to kwestie nieporównywalne. Czy sprawy te kiedyś zostaną uregulowane? Z pewnością. Ale na pewno przełom na przyszłość można widzieć w Unii Europejskiej.

A ja do Lwowa na pewno jeszcze pojadę. Nie raz i nie dwa razy. Tego miasta naprawdę trzeba i warto się uczyć.

Marek  Rezler

Honorowe wyróżnienie „SEMPER FIDELIS”

Statuetka "Semper Fidelis"
Statuetka "Semper Fidelis"

W dniu 13 czerwca 2011 roku odbyło sie doroczne posiedzenia Komisji Wyróżnienia „SEMPER FIDELIS”.

Komisja powołana przez Zarząd poznańskiego Oddziału TMLiKPW zaopiniowała  wnioski i zakwalifikowała jeden do zaszczytnego wyróżnienia.

Wniosek komisji zatwierdza Zarząd.

Przewodniczący Komisji kol. Iwo Werschler przedstawił w dniu 15 czerca na posiedzeniu Zarządu wniosek komisji, który po dyskusji zostałł przez członków Zarządu przegłosowany i przyjęty.

Oficjalne ogłoszenie decyzji zostanie dokonane na uroczystości inaugurującej XIV Dni Lwowa i Kresów w Poznaniu w dniu 10 września br.

Przy tej okazji kol. Iwo Werschler opisał dotychczasowych laureatów tego wyróżnienia.

Laureaci wyróżnieni statuetką „SEMPER FIDELIS”

Statuetka, którą funduje sponsor ( firma, osoba prywatna) przekazuje ją Poznańskiemu Oddziałowi Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich.

Statuetkę zaprojektował i dotychczasowe wykonał nasz kolega Jarosław Lebiedź.

Od 2007 roku statuetka Lwa jest wręczana podczas Dni Lwowa i Kresów w Poznaniu osobom szczególnie zasłużonym dla Kresów Południowo – Wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej, zarówno przez udzielanie pomocyżyjącym tam Rodakom, ratowanie od zagłady pamiątek polskiej kultury, upamiętnianie miejsc martyrologii Narodu Polskiego, jak i popularyzację wiedzy o utraconych ziemiach.

W latach 2007 – 2010 statuetke Lwa otrzymali:

  • Minister Andrzej Przewoźnik
  • Profesor Andrzej Stelmachowski
  • Prezes Szczepan Siekierka
  • Przewodniczący Koła Bukakowczan Tadeusz Tomkiewicz

Sylwetki Laureatów:

Andrzej Przewoźnik - źródło Wikipedia.org
Andrzej Przewoźnik – źródło Wikipedia.org

Minister Andrzej Przewoźnik , wyróżniony Lwem „Semper Fidelis” w 2007 roku, urodził się 13 maja 1963 roku w Jurkowie. Studia historyczne na Uniwersytecie Jagielońskim ukończył w 1988 r. W 2002 roku został absolwentem studiów podyplomowych w zakresie obronności kraju na Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. W latach osiemdziesiatychXX wieku działał w opozycji solidarnościowej. Od roku 1990 pracował na różnych stanowiskach w administracji państwowej.

Od 1 września 1992 roku do,  tragicznej śmierci, pełnił funkcję sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W okresie od 1994 r. do 1998 r. był wiceprzewodniczącym i sekretarzem Komisji ds. Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Katyńskiej przy Premierze RząduRP. Ponadto był członkiem Rady Muzealnej Państwowego Muzeum  „AUschwitz-Birkenau” w Oświęcimiu i innych ważnych, dla upamietniania zbrodni popełnionychna Narodzie Polskim, placówek. Do licznych zasług A. Przewoźnika należą m. inn.: patronowanie dalszej odbudowie i uroczyste otwarcie odnowionego Cmentarza Orląt we Lwowie, budowa Cmentarza Oficerów Polskich w Katyniu oraz utworzenie kwatery poległych na Wileńszczyźnie Żołnierzy Armii Krajowej na wileńskiej Rossie.

Minister Andrzej Przewoźnik zgińął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku.

 

Andrzej Stelmachowski - źródło Wikipedia.org
Andrzej Stelmachowski – źródło Wikipedia.org

Profesor Andrzej Stelmachowski otrzymał Lwa w 2008n roku. Profesor urodził się 28 stycznia 1925 roku w Poznaniu.Przd II wojna związany był ze środowiskiem endeckim. W czasie II wojny należał do AK. Po wojnie w 1947 r. ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Poznańskim; na tejże uczelni uzyskał doktorat. Od 1962 r. był profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, a od 1969 – Warszawskiego. Specjalizował sie w prawie cywilnym i rolnym. W 1980 roku prof. A. Stelmachowski został doradcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni im. Lenina w Gdańsku.

Po wprowadzeniu stanu wojennego w w latach następnychprzewodniczył Komitetowi Organizacyjnemu i Koscielnej Fundacji na rzecz Rolnictwa. W latach 1987 – 1990 był prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. W 1989 roku uczestniczył w obradach „okrągłegostołu” i został senatorem I kadencji Senatu RP, w którym objął stanowisko marszałka. W rządzie Jana Olszewskiego pełnił funkcje ministra edukacji narodowej. W 2007 r. natomiast został doradcą śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw Polonii Zagranicznej. Od lutego 1990 r. do 11 maja 2008 r. był prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Polska w Warszawie. Zmarł 6 kwietnia 2009 r.

Do wybitnych zasług profesora A. Stelmachowskiego należy wspieranie w wieloraki sposób Rodaków na b. Kresach i organizacji kresowych.

 

Mgr inż. Szczepan Siekierka, ekonomista, wyróżniony Lwem w 2009 r., urodził się 3 sierpnia 1928 r. we wsi Toustobaby, powiat Podhajce, województwo tarnopolskie. Po II wojnie światowej osiadł na Dolnym Śląsku.

Świadek rzezi Polaków na Kresach, zainicjował i współzałożył w 1990 r. Stowarzyszenie Rodzin Pomordowanych Polaków pod nazwą Misja Pojednania i Pokuty we Wrocławiu. W 1992 r. przekształcił je w Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Wtedy też rozpoczął wydawanie czasopisma Na Rubieży . Stowarzyszenie, którym kieruje, współpracuje z Instytutem Pamięci Narodowej i Komisją Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Stowarzyszenie gromadzi i dokumentuje świadectwa zbrodni popełnionych na polskiej ludności Kresów przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię.

Prezes Siekierka jest współautorem i wydawcą wielu książek na temat ludobójstwa na Kresach. Z jego inicjatywy powstało kilkanaście pomników i wmurowano ponad sto tablic upamiętniających mordy dokonane przez Ukraińców na Polakach. W 1999 r. poświęcono we Wrocławiu, wzniesiony dzięki staraniom Sz. Siekierki, Pomnik-Mauzoleum Ofiar Zbrodni na Kresach Południowo-Wschodnich  popełnionych na Polakach przez OUN-UPA w latach 1939 – 1947.

 

Tadeusz Tomkiewicz r
Tadeusz Tomkiewicz

Mgr Tadeusz Tomkiewicz, nasz kolega z Oddziału Poznańskiego TML i KPW, otrzymał Lwa w 2010 roku.

Urodził się 21 września 1923 r. w Poświerzu, przysiółku Bukaczowiec, powiat Rohatyn, województwo stanisławowskie. Przed II wojną światową rozpoczął naukę w gimnazjum w Stanisławowie.W czasie wojny, wobec zagrożenia ludności polskiej  Bukaczowiec przez bandy UPA, znalazł się najpierw we Lwowie, a następnie w Tarnowie. Wstąpił do Armii Krajowej przyjmując pseudonim „Żbik”. Po wojnie uczył się w tzw. Szkole Orląt w Dęblinie, ale z powodów politycznych nie uzyskał licencji pilota. Następnie studiował geografię na UAM w Poznaniu. Już od 1953 r. pracował jako kierownik grupy wykonującej mapy topograficzne obszaru PRL. Kierował także pracami geodezyjnymi w Wielkopolsce. Po 1989 r. działał w Zarządzie Okręgu „Wielkopolska” Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Poznaniu.

Od początku istnienia Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich był jego członkiem, przez szereg lat pracując w zarządzie Oddziału Poznańskiego tej organizacji. Jego artykuły publikował periodyk TML, „Semper Fidelis”, ukazujący się we Wrocławiu.

Emocjonalnie mocno związany z rodzinną ziemią bukaczowiecką, współzałożył w 1994 r. „Ognisko Bukaczowian” i rozpoczął redagowanie pisemka pt. Biuletyn Bukaczowiecki. Do 2010 r. wydał 64 numery tego pisma. Wielką zasługą T. Tomkiewicza było zainicjowanie ratowania od zagłady cmentarza w Bukaczowcach, stanowiącego cenną pamiątkę po żyjących tam od dawien dawna Polakach. Dzięki niemu, w 2006 r., wydany został piękny album poświęcony tej nekropolii. Na krótko przed śmiercią, wraz z p. Krystyną Tokarską, opracował i opublikował obszerną monografię pt. „Moje Bukaczowce”.

T. Tomkiewicz był aktywnym krzewicielem wiedzy o Kresach. Przez szereg lat organizował wycieczki na Podole i Pokucie. Często wybierał dla nich trasy wiodące przez miejsca upamiętnione w Trylogii Henryka Sienkiewicza. Prowadził też pogadanki o Kresach wśród młodzieży szkół poznańskich. Najcenniejszym wyróżnieniem jakie otrzymał przed przyznaniem mu Lwa, był Złoty Medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej. Dostał go w 2007 r. Tadeusz Tomkiewicz zmarł po ciężkiej chorobie 18 marca 2011 r.

Iwo Werschler

 

Nowa oficjalna strona naszego oddziału TMLiKPW

Miło mi poinformować wszystkich zainteresowanych, że decyzją Zarządu Towarzystwa Miłosników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich Oddział w Poznaniu została zatwierdzona nowa strona naszego oddziału:

www.lwowiacy.pl

Jednocześnie zostaje uruchomiony adres poczty internetowej:

poznan@lwowiacy.pl

Tymczasowo funkcję administratora strony będe prowadził osobiście. W przyszłości, mam nadzieję, że powstanie cały zespół redaktorów.

Po ośmiu latach, gdy po raz pierwszy rozpoczęto tworzyć stronę naszego oddziału, obecnie, dzięki inicjatywie kol. Piotra Szelągowskiego, dochodzi do uruchomienia naszej strony oraz poczty.

Dzięki tej stronie nasi członkowie i sympatycy będą mieli pełną informację o poczynaniach naszego oddziału, o aktualnościach i planach.

Dzięki tej stronie powstanie możliwość wypowiadania się w sprawach publikowanych na stronie.

Strona będzie pełniła również rolę forum, na którym można prezentować informacje, ciekawostki, reportaże, stanowiska itp.  przesyłane przez naszych czytelników.

Zapraszam do współpracy przy prowadzeniu strony.

Jednocześnie przepraszam za wszystkie niedociągnięcia oraz „wpadki” , gdyż też narazie przysposabiam się do „tego zawodu”.

Życzę miłej lektury oraz oczekuję na Państwa uwagi i opinie, a także zgłoszenia wyrażone w komentarzach.

 

Stanisław Łukasiewicz

Pokazy wiosna-lato 2011

Serdecznie zapraszamy na pokazy tematyczne połączne z dyskusją. Prosimy o zarezerwowanie sobie czasu oraz zaproszenie swoich zanjomych.

Pokazy odbywają się w naszej siedzibie o godz. 16:30.

13 lipiec 2011

 Piękno Rosji: „Wołga”, „Kamienny las nad Leną”

 Przyroda polska: „Dzik”

„Dziwy natury i krajobrazu ze świata”

 27 lipiec 2011

„Budowle świata ? czyli gdzie są pieniądze? Dublin i Singapur”

 Czego jeszcze nie wymyślono? ? akrobacje sportowe

Czy matematyka może być piękna?

 10 sierpień 2011

„Piękna nasza Polska cała Jasna Góra”

„Piękno Polski”

 „Obrotowa Śluza”

 24 sierpień 2011

„Spacer po Ameryce Łacińskiej – Argentyna”

 „Czy piorun może być piękny?”

14 wrzesień 2011

„Wycieczka do Rosji: St. Petersburg”

„Wycieczka do Rosji: Carskie Sioło”

 Następny do tańca!! Proszę