ZMARŁA EWELINA HRYCAJ-MAŁANICZ

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie obraz.png

We Lwowie w wieki 81 lat zmarła wielce zasłużona dla kultury i nauki polskiej doc. Ewelina Hrycaj-Małanicz, Prezes Lwowskiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich oraz Lwowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Ewelina Hrycaj-Małanicz urodziła się we Lwowie w 1940 roku i swemu miastu pozostała wierna do końca życia. Ukończyła we Lwowie polską szkołę, studiowała medycynę na uniwersytecie lwowskim. Była wielce oddana i pomocna swym pacjentom, Z wielkim zaangażowaniem działała na rzecz polskiego środowiska we Lwowie.

Pogrzeb Eweliny Hrycaj-Małanicz odbył się 20 maja b. r. we Lwowie.

Rodzinie Zmarłej składamy serdeczne kondolencje

Poznański Zarząd TML i KPW

OSTATNIE DNI WOJNY – UDZIAŁ KRESOWIAN W OSTATNICH DNIACH II WOJNY ŚWIATOWEJ CZ. II CHWALEBNA WYPRAWA NA BERLIN

Dzień zwycięstwa, o nim marzył każdy z nas

Był daleki jak odległej gwiazdy blask

Nasze drogi, skrywał wtedy wojny pył,

Przybliżaliśmy ten dzień ze wszystkich sił

Jak wspominałem w poprzedniej części mojego artykułu, na specjalne życzenie gen. Michała Roli-Żymierskiego, a by podkreślić udział polskich żołnierzy w udziale w wojnie aż od pieszego dnia, Stalin zezwolił by polskie oddziały wzięły udział w walkach o Berlin.

Bezpośredni bój o Berlin zaczął się 22 kwietnia. Naprzeciw Sowietów stanęło miasto czteromilionowe, o powierzchni 900 kilometrów kwadratowych, uzbrojone wyborowym, choć zmęczonym wojskiem, okopanym, ze wsparciem artylerii w liczbie blisko 400 tysięcy żołnierzy, poprzecinane siatką kanałów.

Oddziały polskie w liczbie 12 tysięcy żołnierzy stanowiły: 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, dwie brygady moździerzy i batalion mostowo-pontonowy. Piechota „zameldowała się” w Berlinie 30 kwietnia i od tego momentu brała udział w ostatnim etapie walk o miasto, w ostatnim silnie uzbrojonym zachodnio-centralnym fragmencie miasta. Oddziały polskie walczyły na terenie politechniki berlińskiej, zachodniej części dzielnicy Tiergarden dochodząc aż do Reichstagu i Bramy Brandenburskiej.

Kontradmirał Henryk Leopold Kalinowski wspominał: „W ciągu dwóch dni walk w centrum Berlina Sowieci stracili blisko 200 czołgów! Każdy z nas musiał mieć oczy wokół głowy, samodzielnie myśleć, jak się bronić i nie dać się zabić. Po zlikwidowaniu gniazd oporu, z podziemi wychodziły niemieckie dzieci, siedmio-, dziesięcioletnie, czarne od pyłu, i błagały o chleb. Dawaliśmy im suchary. Nie myśleliśmy wtedy, że nasze dzieci mordowane były w Auschwitz lub na Majdanku. Mieliśmy rachunki krzywd, ale nie zdarzyło się, by któryś z polskich żołnierzy strzelał do nieuzbrojonego cywila, a tym bardziej dziecka…”

Szczególnie ciężkie walki toczyły się na terenie olbrzymiego gmachu politechniki. Ostateczny szturm rozpoczął się w nocy z 1 na 2 maja. O 01:40 ruszył atak na zaciekle bronioną politechnikę. Zwiadowcy z 2. pułku piechoty osłaniani ogniem artylerii i broni maszynowej jako pierwsi wtargnęli do budynku, wkrótce od różnych stron powtórzyły to kolejne bataliony tej jednostki. Walka toczyła się o każde pomieszczenie, gdyż Niemcy wciąż mieli siły by stawiać opór. Do świtu udało się jednak oczyścić budynek. W tym samym czasie 3. pułk piechoty wraz z radzieckimi czołgami zdobył leżącą po drugiej stronie stację kolejki Tiergarten. Kościuszkowcy według relacji mieli ruszyć do walki z okrzykiem „Za Warszawę!”. Po tych sukcesach siły polskie ruszyły w rejon parku Tiergarten oraz na południowy zachód, w kierunku Dworca ZOO.

W czasie niecałych dwóch dni walk 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki zdobyła 36 kwartałów, 7 kompleksów zabudowań fabrycznych, 4 stacje kolejki podziemnej, kompleks politechniki, 8 czołgów, 15 dział pancernych, 28 dział różnego kalibru, 82 ciężkie karabiny maszynowe, ponad 3 tysiące karabinów i pistoletów maszynowych, ponad 300 samochodów i 120 motocykli. Do niewoli wzięto ok. 2,5 tysiąca żołnierzy i oficerów, zabijając ok. tysiąca Niemców. Polacy stracili 539 ludzi, w tym 88 poległych.

Batalion mostowo-pontonowy zajmował się budową mostów i przepraw przez berlińskie kanały. Najważniejszą z przepraw Polacy ustawili, pod ostrzałem niemieckim, w rejonie dworca kolejki miejskiej Jungfernheide 27 kwietnia. Most miał długość 61 metrów i dopuszczalne obciążenie 30 ton. Batalion odbudował także most kolejowy w tym rejonie, po którym dało się przerzucać na drugi brzeg rzeki czołgi. Budowano także mniejsze przeprawy i rozbierano barykady.

Specyfiką walki w mieście była potrzeba ostrzału nie tylko ogniem pośrednim, ale również strzelania na wprost, do konkretnych celów. Zadanie to polscy artylerzyści spełniali z całą starannością. Haubice normalnie nie są przeznaczone do tego typu wykorzystania, polscy artylerzyści musieli jednak dostosować się do trudnych warunków bojowych. Brygada moździerzy brała udział w natarciu na „Cytadelę”- centrum niemieckich wojsk, od wschodu, w rejonie Charlottenburga. Dodatkową specyfiką działania było też szukanie lepszych pozycji strzeleckich poprzez… wciąganie armat na wyższe piętra berlińskich kamienic.

Ostrzał z polskich stanowisk był naprawdę ostry i bezustanny. Jak wspominał Władysław Misiewicz ze wsi Ładyszyn w pow. tarnopolskim, który ostrzeliwał budynki szkoły oficerskiej przy Siemens-platz: „Zużycie pocisków było tak duże, ze chłodziliśmy rozgrzane lufy dział mokrymi kocami i dywanami. Noc zamieniła się w jasny dzień od pożarów, wybuchów bomb i pocisków artyleryjskich”. Dodajmy, że w czasie walk o Berlin Sowieci wystrzeliwali dziennie 25 tysięcy ton i pocisków ma miasto, porównajmy to z faktem, że od sierpnia 1940 do końca wojny alianckie siły zrzuciły na całe Niemcy łącznie 45 tysięcy ton bomb i pocisków (sic!).

2 maja o godz. 07:00 rano oficjalnie zaprzestano walk. Berlin skapitulował. Przywódca III Rzeszy Adolf Hitler nie żył już wtedy od dwóch dni kiedy to otoczony przez Sowietów i zostawiony przez swych towarzyszy, popełnił samobójstwo w swoim bunkrze.

2 maja na „złotym aniele” tj. Siegessaule – olbrzymiej kolumnie zwycięstwa roku 1871 z postacią złotej Nike, polscy żołnierze zawiesili polskie flagi – z tej okazji ten dzień 2 maja jest w naszym kraju dniem flagi państwowej.

Wspomina Mikołaj Troicki, jeden z żołnierzy wieszających polską flagę na Siegessaule: „Gdy pociski z polskich dział i serie z pepeszek przegnały z kolumny hitlerowców, przebiegliśmy z plut. Kazimierzem Otapem, kpr. Antonim Jabłońskim, kanonierem Aleksandrem Karpowiczem i Eugeniuszem Mierzejewskim przez jezdnię w kierunku obeliska. Wspinając się po schodach prowadzących na szczyt kolumny, potykaliśmy się o sploty przewodów telefonicznych, skrzynki od amunicji, gęsto rozsiane łuski po wystrzelonych pociskach. Dookoła słyszeliśmy pojedyncze odgłosy wystrzałów. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w promieniu kilkuset metrów widać nas było jak na dłoni. Po chwili na szczycie kolumny, będącej symbolem pruskiego militaryzmu, załopotała polska flaga. Zrobiona naprędce z czerwonej tkaniny z czasz spadochronowych i białego płótna. Mieliśmy drzewce wystrugane z gałęzi powalonego drzewa. Po zawieszeniu flagi staliśmy przez chwilę na baczność. W krótkich słowach powiedziałem kolegom o historycznej roli jaką wypełniliśmy na swej żołnierskiej, frontowej drodze. Byliśmy wzruszeni”.

Hauptstadt Berlin – miasto forteca broniło się 10 dni. Warszawa broniła się we wrześniu 25 dni, w powstaniu 63 – niech te liczby mówią same za siebie.

W walkach o Berlin zginęło równo 100 polskich żołnierzy. Wśród nich byli także żołnierze z naszych – południowo-wschodnich stron, a byli to: szer. Grocholski Franciszek ze Lwowa, szer. Kufel Władysław z Sokolnik k. Lwowa, szer. Winiarz Józef, szer. Starszak Jan i szer. Szydełko Antoni z Tuligłów k. Lwowa, szer. Wydzak Mikołaj z Topolnicy k. Sambora, szer. Czekałowski Tadeusz z Jagielnicy k. Czortkowa, szer. Klipa Antoni i st. szer. Kazimierczak Franciszek z Przemyślan, plut. Dawidskiba Józef z Budzanowa k. Trembowli, szer. Grycan Marian z Wierzbowca k. Trembowli, chor. Pankowski Józef z Woli k. Trembowli oraz chor. Paczkowski Józef i kpt. Rogowski Rudolf z podbuczackich Monastarzysk.

Zdecydowaną większość z liczby 100 poległych stanowili Kresowianie (tylko trzech poległych nie pochodziła z Kresów), lecz w wykazie poległych brak podanych powiatów z których pochodzili, stąd nie wszystkich mogłem zidentyfikować. W liczbie stu poległych nie ma także tych którzy zmarli później z ran.

Śmierć jednego z wymienionych – Józefa Paczkowskiego jest więcej niż tajemnicza. Otóż w 1979 roku, kiedy to jego imieniem nazwano szkołę w Skierniewicach, do siostry Paczkowskiego podszedł oficer Wojska Polskiego Jerzy Lewandowski, którego szlak bojowy wiódł od Sielc aż do Berlina. Był on wówczas listonoszem pułkowym i służył razem z Paczkowskim. Podszedł do niej i zapytał czy wie, w jakich okolicznościach zginął jej brat. Gdy zaprzeczyła, wyjaśnił, że po zdobyciu Berlina usiłował zawiesić na Bramie Brandenburskiej polską flagę biało-czerwoną jako świadectwo udziału w zdobyciu stolicy Niemiec także polskiego wojska. Gdy był już na szczycie i chciał umocować drzewce, został zastrzelony przez sojusznika – żołnierza sowieckiego. Wojsko radzieckie miało być uznane za jedynego zwycięzcę.

Ile w tej historii prawdy nie wiadomo – polska flaga na Bramie Brandenburskiej co prawda zawisła, ale dopiero po 2 maja.

Poległym Polskim żołnierzom wystawiono w 1972 r. Pomnik Żołnierza Polskiego i Niemieckiego Antyfaszysty w Volkspark Friedrichshain w dzielnicy Friedrichshain w dawnym Berlinie Wschodnim.

1 września 2020 roku odsłonięto przy gmachu Berlińskiej politechniki odsłonięto pamiątkową tablicę upamiętniającą udział polskich żołnierzy w walkach o ten budynek. W odsłonięciu tablicy brał udział, jeden z ostatnich żyjących polskich uczestników walk, 98-letni kombatant Józef Koleśnicki, urodzony we wsi Titutków k. Trembowli.

Kapitulacja Berlina była jednym z ostatnich akordów wojny. Ale do pełnej kapitulacji Niemiec potrzeba był jeszcze tygodnia walk, w których to na każdym froncie walczył żołnierz polski C.D.N.

Igor Megger – Poznań

Opracowano na podstawie:

Gierczak Andrzej „Berlin 1945”, Warszawa 1970

Kisielewski Tadeusz „Janczarzy Berlinga” Poznań 2014

Misiewicz Władysław „Zdążyłem do Berlina przed zakończeniem wojny” Głosy Podolan nr 16, 1996r.

Osmańczyk Edmund „Chwalebna wyprawa na Berlin”, Warszawa 1971

Żyromski Zbigniew „Dlaczego polska flaga nie zawisła nad Bramą Brandenburską” Głos Buczaczan nr 71 z 2014r.

Oraz na podstawie źródeł internetowych.

RELACJA Z AKCJI CHARYTATYWNEJ

Pod koniec kwietnia dzięki pomocy ludzi dobrej woli i zebraniu kilkudziesięciu paczek z żywnością i chemią udało się dotrzeć do Lwowa i przekazać dary miejscowym Polakom za pośrednictwem księży z parafii pod wezwaniem św. Antoniego oraz księży z lwowskiej Katedry rzymskokatolickiej. Podziękowania dla wszystkich darczyńców.   

Pozdrawiam  Piotr Tuczyński  członek oddziału poznańskiego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich   

EUROPEJSKA NOC MUZEÓW

W sobotę 14.maja, w ramach Europejskiej Nocy Muzeów, TML i KPW w Poznaniu uczestniczyło w tym wydarzeniu na zaproszenie dyrektora Domu Polonii w Poznaniu. Zorganizowaliśmy spotkanie z panem Tomaszem Łęckim, dyrektorem Muzeum Narodowego w Poznaniu, który podzielił się ze słuchaczami swoimi wrażeniami ze współpracy z Lwowską Narodową Galerią Sztuki w aspekcie ochrony dzieł sztuki przed ewentualnymi zniszczeniami podczas trwającej wojny.

Sytuacja, jak to podczas wojny, jest dynamiczna, a ciąg zdarzeń nieprzewidywalny. W tej części Europy, ostatnie takie działania miały miejsce podczas II wojny światowej. Najstarsi muzealnicy nie mają zatem doświadczenia praktycznego w zabezpieczaniu dzieł sztuki. We Lwowie działają miejscy konserwatorzy, przy dużym wsparciu Polaków. Zabezpieczane są cenne witraże w Katedrze łacińskiej, rzeźby, „opakowano” Kaplicę Boimów. To, co można, wynosi się do specjalnych schronów (np. Chrystus Ukrzyżowany z Groty przy Katedrze Ormiańskiej). O tym wszystkim, ogólnie we wstępnym wystąpieniu mówiła pani prezes Katarzyna Kwinecka, powołując się na wywiad, dostępny w internecie w całości, z panią Lilia Oniszczenko, główną ekspertką od ochrony zabytków we Lwowie.

Niestety wiele materiałów zabezpieczających zabytki we Lwowie jest niedostępna. Tu, z pomocą ruszył transport z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Pan Dyrektor opowiadał, jak to nie przewidując jeszcze wojny, w ubiegłym roku nawiązał kontakt z dyrektorem Lwowskiej galerii, mając wówczas w planach innego rodzaju współpracę. Ale nawiązane wówczas przyjazne kontakty osobiste pozwoliły na szybką reakcję i pomoc, praktycznie zaraz po wybuchu wojny w lutym. Opowieść poparta była zdjęciami i refleksją nad możliwością pewnych działań pomocowych w dziedzinie muzealniczej na wypadek przedłużania się wojny. Słuchacze mogli zadawać prelegentowi pytania, na które ten chętnie odpowiadał.

Za tło całej opowieści o Lwowie służyły piękne zdjęcia najcenniejszych budynków Lwowa, autorstwa pana Jacka Kołodzieja.

Przed nami, swoją prezentację miało Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej- z tematem nawiązującym do Roku Romantyzmu Polskiego.

O godz. 21.00 zaprezentowali się działający w Klubie Polonijnym przy Domu Polonii studenci z Białorusi i Ukrainy, którzy przygotowali regionalne potrawy z możliwością ich degustacji.

Cały wieczór w Domu Polonii upłynął w bardzo sympatycznej atmosferze. Nawet zabrzmiała muzyka… Były śpiewy.

Miejmy nadzieję, że za rok znów się spotkamy.

Tekst: Hanna Dobias-Telesińska, foto: Jacek Kołodziej

3 MAJA WE LWOWIE

Mimo wojny, we Lwowie odbyły się skromne obchody Święta Konstytucji 3 Maja. Polacy ze Lwowa i Ziemi Lwowskiej spotkali się przy pomniku Adama Mickiewicza, by uczcić to ważne święto, a w Katedrze Lwowskiej odprawiona została msza  Święta. Poniżej prezentujemy fotografie wykonane przez Mariana Frużyńskiego.

„OSTATNIE DNI WALKI – UDZIAŁ KRESOWIAN W OSTATNICH DNIACH II WOJNY ŚWIATOWEJ CZ.1 FORSOWANIE ODRY I WALKI W BRANDENBURGII

Jasny dzień zwycięstwa – Kwitnie biały bez

Grzmią saluty, i sztandary chylą się

Wielka radość ale oczy pełne łez…

Dzień Zwycięstwa

Dzień Zwycięstwa… Ileż to już lat minęło od zakończenia tego z największych i najkrwawszych konfliktów świata. To już 77 lat kiedy to w nocy z 8 na 9 maja 1945 roku dowódca niemieckich sił zbrojnych feldmarszałek Keitel podpisał w pod Berlińskim Karlhorst bezwarunkową kapitulację Niemiec.

W ostatnich dniach tej wojny żołnierz polski walczył na wszystkich europejskich frontach. Z racji iż większość z żołnierzy tych formacji tworzyli Kresowianie, także ci z Kresów południowo-wschodnich, chciałbym przybliżyć udział polskiego żołnierza w tych ostatnich dniach walk. W związku z tym, że większość z nas zna bardzo dobrze przyczyny dlaczego żołnierze z Kresów w tych jednostkach służyli, ale są problemy z dokładniejszym określeniem rejonów starć i strat, ograniczę się tylko do opisu walk i wydarzeń z tych ostatnich trzech tygodni wojny.

Walki w Brandenburgii. Walki na terenie Brandenburgii, które stoczyła Armia Czerwona w ramię w ramię z I Armią Wojska Polskiego, były preludium do walk o stolicę Niemiec – Berlin.

W pierwszym etapie zdobywania drogi do Berlina, konieczne było sforsowanie rzeki Odry, która to na mocy postanowień konferencji „Wielkiej Trójki” miała być rzeką graniczną „wskrzeszonego” państwa Polskiego.

Walki nad rzeką Odrą rozpoczęły się 16 kwietnia 1945 r. Polska Armia miała za zadanie sforsowanie Odry i przełamanie obrony niemieckiej na odcinku Gozdowice – Wał Carlbiese, osiągnąć Starą Odrę, a następnie kontynuowanie natarcia na kierunku Sachsenhausen – Friesak, aż do Arneburga nad Łabą.

Punktem przeprawy były znajdujące się pod Cedynią – Siekierki. Odra w pasie działań 1 AWP miała w wielu miejscach głębokość ponad 4 m, a szeroka aż 250–300 metrów. Do tego znajdująca się za nią a miedzy starą Odrą dolina została zatopiona na szer. 1–2,5 km. Kolejnym problemem (prócz oczywiście ostrzału wroga) były liczne wysepki, mielizny, wały przeciwpowodziowe, kanały melioracyjne itp. które tworzyły naturalne przeszkody dla nacierających wojsk.

Forsowanie Odry rozpoczęło się około 4-tej nad ranem ostrzałem artyleryjskim. Pierwsi rzekę zaczęli forsować żołnierze 1 Dywizji Piechoty z okolic Siekierek. Pod koniec dnia przy dużych stratach udało się osiągnąć zachodni brzeg Odry i zdobyć go także na wysokości Gozdowic. Już pierwszego dnia udało się żołnierzom połączyć zdobyte przyczółki. 17 kwietnia 11 pułk piechoty uczcił moment przeprawy postawieniem słupów granicznych po zachodniej stronie rzeki. W następnych dniach przez Odrę przeprawiały się kolejne dywizje.

Odrę forsowano pomimo iż na północ od naszych wojsk znajdowały się już przyczółki radzieckie. Decyzja ta była kierowana politycznie – chciano połączyć historycznie tą bitwę z bitwą pod Cedynią z czasów Mieszka I – miało to pokazać, że na ziemiach tych „nie jesteśmy od wczoraj”.

Jak wyglądało od strony technicznej forsowanie? Oddajmy głos świadkom. Wspomina Józef Malinowicz (10 Pułk, 4 Dywizji Piechoty) – „Forsowaliśmy Odrę, na czym tylko się dało. Siadaliśmy na drewniane drzwi i kłody, aby tylko przepłynąć rzekę i dostać się na drugi brzeg.”

Wspomina Podolanin ze wsi Bajkowiec k. Tarnopola, Józef Paliwoda: „Rozpoczęcie forsowania Odry poprzedziła całonocna piekielnie żmudna praca. Od zmierzchu do rana, brodząc w zamarzającej z wierzchu wodzie, która zalewała całą nadodrzańską dolinę, szeroką około1km, kompanie naszego pułku nosiły łodzie nad sam brzeg Odry, ukrywając je w krzakach. Łodzie te były bardzo ciężkie. Próbowaliśmy przesuwać je na brzeg przy pomocy koni, ale 5 koni padło. Dopiero wtedy zrozumiałem, o ile wytrzymalszy jest człowiek. Konie po trzech lub czterokrotnych przeciągnięciach ciężkich łodzi w zamarzającej wodzie, w niektórych miejscach o głębokości 1 metra, padały z zimna i wyczerpania. Resztę łodzi podciągnęliśmy sami.”

Odrę forsowano dosłownie wszystkim nie tylko w wojskowych łódkach, tratwach czy pontonach. W pobliskim tartaku znaleziono deski, z których żołnierze sami budowali tratwy.

Samo przeprawienie się przez rzekę nie oznaczało końca ryzyka spotkania ze śmiercią. Należało jeszcze rozbić siły przeciwnika na drugim brzegu. Józef Paliwoda: „Zza wysokiego wału przeciwpowodziowego wyskoczyli przeciw nam Niemcy i Własowcy. Doszło do walki wręcz, bito się kolbami automatów, łopatkami i pięściami. Widziałem jak zaczęli moich żołnierzy spychać do rzeki, jak od razu topili się, zwłaszcza ranni i ogłuszani od razów. Zabitych żołnierzy mojej kompanii było dużo. W walce wręcz Własowcy byli po prostuwściekli, skakali z wału na naszych żołnierzy i strącali ich do Odry, ginąc razem z nimi. To, co się wtedy tam działo, było potworne w swej grozie.”

Forsowanie Odry zakończyło się 20 kwietnia rozbiciem niemieckich wojsk. Po trzech dniach walk życie straciło ponad 600 polskich żołnierzy. Okoliczności śmierci wielu z nich do dziś pozostaną już tajemnicą, jednakże historia zapisała kilka nazwisk żołnierzy, którzy wykazali się nad Odrą wielkim męstwem. Kapral Adolf Krzyżanowski z kompanii rozpoznawczej 2. Dywizji Piechoty rzucił się z granatem na niemiecki karabin maszynowy, którego pociski „ścinały” jego kolegów. Zniszczył stanowisko wroga, sam jednak zginął. Chorąży Kazimierz Dudka, dowódca plutonu w 2 kompanii ciężkich karabinów maszynowych 2. Pułku piechoty 2. Dywizji. Ściągnął na siebie ostrzał niemieckich moździerzy, uniemożliwiając jej obsłudze atak na budowaną na Odrze przeprawę. Zginął.

Jan Pawicki – „Po walkach Odra wyglądała jak pole pszenicy po sianokosach. Martwi żołnierze leżeli jak snopki siana przewrócone na wodę.”

Rannych transportowano na tyły często pod ostrzałem. Oddajmy znów głos Józefowi Paliwodzie, który w czasie forsowania Odry został ciężko ranny w twarz: „Po jakimś czasie sanitariusze naszego batalionu przeciągnęli nosze zemną po wodzie rozlewiska Odry do punktu opatrunkowego.[…]Furmanka zawiozła mnie na punkt segregacji batalionu sanitarnego. Znajdował się on w dużym namiocie na zboczu pagórka za wsią Siekierki. Stamtąd samochodami przewożono rannych do polowego szpitala I Armii WP, znajdującego się w Morynie. W czasie oczekiwania na samochód dwóch sanitariuszy zdjęło ze mnie buty i ubranie. Z ręki zdjęto mi zegarek. Ponieważ nie mogłem mówić, gestykulowałem rękami.[…]Niedługo zjawił się jakiś oficer, poznałem po butach, gdyż miał na sobie biały kitel i wskazywał, których rannych należy kolejno odwozić do szpitala. Wówczas znów zacząłem gestykulować, prosząc w ten sposób, aby mnie zabrano, a przede wszystkim, aby mnie okryto czymś poza prześcieradłem, gdyż zmarzłem. Wtedy jeden z sanitariuszy ponownie nakrył mi głowę prześcieradłem i słyszałem jak odezwał się cicho do lekarza: On majaczy, wykańcza się już, nie warto go zabierać. Moje nieumiejętne gesty mogły rzeczywiście robić wrażenie ruchów agonalnych. Ponieważ jednak nie przestałem gestykulować, oficer polecił w końcu i mnie także zabrać do samochodu. W szpitalu polowym w Morynie ułożono mnie na drewnianej pryczy. Zaraz przyszedł wojskowy ksiądz w celu udzielenia umierającym obrzędów religijnych przed śmiercią. Ponieważ większość żołnierzy w izbie była nieprzytomna i majaczyła albo jęczała z bólu, ksiądz szybko wycofał się po odczytaniu krótkiejmodlitwy”.

Tego samego dnia II Armia Wojska Polskiego w okolicy miejscowości Rothenburg sforsowała Nysę Łużycką otwierać sobie drogę na Łużyce i Czechy (o tym napisze w jednej z kolejnych części cyklu).

Po uchwyceniu przyczółków na Odrze i przerzucenie wojsk, na drodze do Berlina stały już tylko oddziały na tzw. Wzgórzach Seelowskich. Do Berlina zostało 90 km. Na tychże wzgórzach okopały się ostatnie z niemieckich jednostek, które miały powstrzymywać marsz na Berlin. Jednostki polskie wykorzystano do walki o kanał Hohenzollernów.

Teren od Odry do Berlina poprzecinany jest wieloma kanałami i rowami melioracyjnymi. Jednym z takich kanałów jest kanał łączący Odrę z rzeką Hawelą. Kanał ten obecnie zowie się kanałem Odra-Hawela, a dawniej nazywał się kanałem Hohenzollernów. Oddziały polskie przełamywały ten kanał na północ od Berlina w okolicach miejscowości Oranienburg, a południowe szpice walczyły aż na przedmieściach Berlina w okolicy lotniska Tegel.

Dwudniowe (22.04-23.04) walki o kanał, z powodu niedostępności terenu wymagały tylko użycia piechoty. Samo forsowanie kanału musiało odbyć się na podręcznym i zdobycznym sprzęcie, gdyż wszystkie dotychczasowe środki do przepraw pozostały i lub zostały zniszczone na Odrze. Prócz samego w/w kanału forsowano także pomniejsze m.in. Ruppiner kanał, którego późniejsze utrzymanie było szczególnie ważne, gdyż to właśnie tamtędy miała przebijać się osławiona armia (a właściwie jej szczątki) Steinera – której Berlińczycy oczekiwali jako odsieczy.

22 kwietnia 1945 wojska Drugiej Dywizji Piechoty wraz z Armią Czerwoną wyzwoliły obóz koncentracyjny Sachsenhausen k. Oranienburga. Na miejscu zastano tylko ok. trzech tysięcy więźniów, w dużej mierze umierających. Większość więźniów załoga obozowa wyprowadziła z obozu w tzw. „Marszu Śmierci” na północ Niemiec, po drodze rozstrzeliwując każdego, kto nie dotrzymywał tempa marszu. W czasie „Marszu Śmierci” z obozu Sachsenhausen zginęło 6000 więźniów. Wyzwolenie Sachsenhausen było jedynym wyzwoleniem wielkiego obozu koncentracyjnego przy udziale Polaków na terenie Niemiec. W tych ostatnich dniach wojny wyzwolono także obozy: przez Sowietów w Ravensbruck (30.04), a przez Amerykanów w Buchenwaldzie (11.04 – de facto wyzwolony przez podziemną organizację, wydarzenia te opisuje wielokrotnie nagradzana i zekranizowana książka „Nadzy wśród wilków”), Bergen-Belsen (15.04), Dachau (29.04) oraz Mauthausen-Gusen (5.05).

Prócz opisanych walk o kanał Hohenzollernów polskie oddziały stoczyły szereg mniejszych potyczek na terenie Brandenburgii, m.in. opanowując znajdujące się 10 km na północ od Berlina miasto Bernau. Działaniami tymi zamknięto północny odcinek okrążenia Berlina (25 kwietnia). Przez następne dni odpierano ataki oddziałów niemieckich, które szły na pomoc Berlinowi. 1 maja wojska polskie sforsowały wspominaną już Hawelę, a 3 maja osiągnięto Łabę. Całość walk w Brandenburgii (wraz z forsowaniem Odry) I Armii WP, kosztowała blisko 10 tysięcy polskich żołnierzy rannych i poległych.

Wieczorem 29 kwietnia, Naczelny Dowódca WP, gen. Michał Rola-Żymierski, Gieorgija Żukowa „w imieniu Partii i Rządu Polskiego” poprosił o wyrażenie zgody na udział jednostki Wojska Polskiego w szturmie Berlina. Za zgodą Józefa Stalina wydał rozkaz przewiezienia 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w rejon bezpośrednich walk i przydzielenia poszczególnych pułków do radzieckich jednostek pancernych. C.D.N

Igor Megger

Poznań

Opracowano na podstawie:

Kisielewski Tadeusz „Janczarzy Berlinga” Poznań 2014 r.

Paliwoda Józef „Wyboista droga” Głosy Podolan nr 144, 2017 r.

Reperowicz Stanisław „Forsowanie Odry” Warszawa 1970 r.

Oraz na podstawie źródeł internetowych.

ZAPROSZENIE – NOC MUZEÓW

Serdecznie zapraszamy w najbliższą sobotę 14 maja br. do Domu Polonii (Stary Rynek 51, I piętro) na ,,Noc Muzeów”, w której TML i KPW bierze udział.

Z naszej strony (godzina 19.00-19.45) odbędzie się prelekcja Tomasza Łęckiego, dyrektora Muzeum Narodowego w Poznaniu, dotycząca współpracy Muzeum Narodowego w Poznaniu z Lwowską Narodową Galerią Sztuki w dziedzinie ratowania zabytków Lwowa przed możliwymi zniszczeniami wojennymi. Pan dyrektor, od momentu wybuchu wojny na Ukrainie, był we Lwowie kilkakrotnie. Przedstawi swoje doświadczenia w oparciu o materiał zdjęciowy. Jest to wyjątkowa możliwość pozyskania informacji ,,u źródła”. To właśnie poznańskie Muzeum zainicjowało pomoc w ratowaniu cennych dzieł sztuki we Lwowie.

z serdecznymi pozdrowieniami

Katarzyna Kwinecka – prezes TML i KPW o/Poznań

Całościowy program Nocy Muzeów w Domu Polonii przedstawia się następująco (na wszystkie wydarzenia – wstęp wolny!):

godz. 18.00

WILNO I POZNAŃ W ŻYCIU ROMANTYKÓW POLSKICH

Prelekcja multimedialna, Krzysztof Styszyński. Spotkaniu towarzyszyć będzie wystawa z cyklu „Kresy w fotografii Wielkopolan” z okazji Roku Romantyzmu Polskiego. Ponadto wspólne śpiewanie utworów A. Mickiewicza, J. Słowackiego i Wł. Syrokomli.

Organizator prelekcji: Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej w Poznaniu.

godz. 19.00

NAJNOWSZE DOŚWIADCZENIA WSPÓŁPRACY MUZEUM NARODOWEGO W POZNANIU Z LWOWSKĄ NARODOWĄ GALERIĄ SZTUKI PODCZAS OBECNEJ WOJNY W UKRAINIE.

Prelekcja multimedialna, Tomasz Łęcki, dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Organizator prelekcji: Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Poznaniu.

godz. 20.00

ZAGINIONE DZIEŁA SZTUKI ZE ZBIORÓW POLSKICH

Prelekcja multimedialna, Aleksandra Lorbietzka, AWF Poznań

godz. 21.00

KUCHNIA KRESOWA. PREZENTACJA POTRAW ORAZ ICH DEGUSTACJA.

Prezentację poprowadzą studenci polonijni z Klubu Studentów Polonijnych.

godz. 22.00

W MUZYCZNYM NASTROJU

Wykonawcy: studenci i absolwenci Akademii Muzycznej w Poznaniu.

godz. 23.00

CZY W DOMU POLONII STRASZY?

Zwiedzanie wnętrz budynku Domu Polonii z latarkami. Zbiórka chętnych przed wejściem do budynku.

ŚPIJ KOLEGO W CIEMNYM GROBIE…

6 maja na cmentarzu Miłostowskim pożegnaliśmy naszego kolegę ś.p. Mariana Osadę, kombatanta II Wojny Światowej, działacza harcerskiego, naszego wieloletniego członka i byłego przewodniczącego Komisji Rewizyjnej naszego Oddziału.

Na miejsce ostatniego spoczynku odprowadziła kol. Mariana najbliższa rodzina, oraz przedstawiciele organizacji, w których Zmarły działał m. in. Związek Oficerów Rezerwy (w którym kol. Marian był sekretarzem Zarządu Głównego), Towarzystwo Miłośników Miasta Poznania, Klubu Literatów, oraz nasze Towarzystwo, które reprezentowała liczna grupa Kresowiaków, z panią prezes Katarzyną Kwinecką, oraz honorowym prezesem Stanisławem Łukasiewiczem na czele. Asystę honorową przy trumnie pełnił poczet sztandarowy Związku Oficerów Rezerwy, umundurowany wg. przedwojennego kroju mundurów pułku piechoty z Przemyśla.

Po uroczystości w kaplicy pogrzebowej, udaliśmy się na miejsce ostatniego spoczynku naszego Kolegi, który został pochowany w grobowcu rodzinnym. Po egzekwiach nad grobem mowę wygłosił przedstawiciel Związku Oficerów Rezerwy, który w pięknych słowach wymienił zasługi i podkreślił patriotyzm Zmarłego.

Dla osób nieuczestniczących w pogrzebie, a chcących złożyć hołd naszemu Koledze, załączamy mapkę z lokalizacją grobu na cmentarzu. Trafić tam bardzo łatwo, grób znajduje się około 50 metrów od toru kolejowego i zarazem wejścia na cmentarz.

Igor Megger – wiceprezes poznańskiego Oddziału TML i KPW

Foto: Katarzyna Kwinecka – prezes poznańskiego Oddziału TML i KPW

ZMARŁ MARIAN OSADA

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie SAM_1321-1024x768.jpg

Z żalem informujemy, że zmarł członek naszego Towarzystwa Marian Osada.

W ostatniej drodze towarzyszyć będziemy Marianowi Osadzie w dniu 6 maja o godz. 12.00 na Cmentarzu Miłostowskim.

Rodzinie Zmarłego składamy serdeczne kondolencje.

Zarząd Poznańskiego Oddziału TML i KPW.

Marian Osada urodził się 22.02.1930 r. w Przemyślu. Tu spędził swoje młode lata. Był absolwentem Uniwersytetu Adama Mickiewicza, z wykształcenia historyk sztuki. Był weteranem II Wojny Światowej. Należał do Związku Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej im. Marszałka Józefa Piłsud­skiego. Swoimi wspomnieniami oraz dramatycznymi przeżyciami krew­nych z okresu II wojny światowej dzielił się z młodzieżą szkolną podczas spotkań w szkołach, w jednostkach wojskowych i na zebraniach w TML i KPW. Członkiem Poznańskiego Oddziału TML i KPW został 9.05.2010 r. Był aktywnym członkiem naszego Oddziału, w każdą środę dzielił się swoimi wspomnieniami. Podczas wielu spotkań świątecznych, rocznicowych czy patriotycznych uświetniał swym głosem uroczystości, mając w swym repertuarze polskie pieśni patriotyczne, ludowe, operowe i operetkowe, kompozytorów polskich , szczególnie St. Moniuszki, i zagranicznych. Za swe zasługi Złotą Odznakę TML i KPW otrzymał w rocznicę XXV-lecia poznańskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. .

PEARL SINGER OF ZALESZCZYKI

Od redakcji: publikujemy poniższy tekst w języku angielskim, z powodu dużego zainteresowania naszą stroną także za granicami naszego kraju. Tekst w języku polskim ukazał się w 13 Zeszycie Specjalnym „Głosów Podolan”, który poświęcony był Zaleszczykom. Dziękujemy pani Hani Fedorowicz z Salzburga (Austria) za propozycję umieszczenia, i jego przesłanie.

Pearl Singer was a maverick for her time, a Jewish businesswoman and mother who held a central position in the fabric of Zaleszczyki’s commercial and community life.The Jews of Zaleszczyki had a thriving business community in which Singerowa played a pivotal role. Prior to WWII,the population of Zaleszczykiwasat least 40% Jewish, with a vibrant community life going back hundreds of years.

Pearl Singer, nicknamed “Pepi”, the youngest of her siblings, was born March 1878,the daughter of Nachum Ochshorn, a wealthy lumber dealer in Zaleszczyki,and Sara Rivka Axelrad. The Axelrad family was from Jagielnica, a townnear Czortków.Nachum Ochshornwas the son of Josef and YettaOchshorn.

Pearl‘s first marriageto Mr. Kleiner ended without children.Her second marriage was to Leon Arieh Singer, born in Monasterzyskain1874.Leon emigrated to his wife’s city, an unusual decision in the early 20th century, when it was still customary for a wife to live near her husband’s family.The couple was married in 1900.

Pearl and Leon’s children were: Nachum1902, Sala 1904, Fancia 1909, Frida 1911, and Itka, 1915. Born after Fancia, Motel died in infancy. The oldest, called Nunio by his family, contracted meningitis in infancy, making him a challenged but happy boy who worked as an adult in his mother’s shop.

Faniamarried attorney Yitzhak Sternberg and had a daughter,Ruth. At the outbreak of World War II, the familyescaped to Chernivtsi, Romania, accompanied by Fania’s father Leon. At the end of the war, they left for Eretz Israel where Ruth lives to this day.

Sala, who married Moshe Pressner, had 2 daughters: Fella (my mother) and Rita.Following her husband and his family’segg export business, they moved to Paris. When the war broke out, they evacuated to Marseilles. They escaped Europe via Lisbon on the SS Serpa Pintato CubaNovember/December 1941 andflew from Havana to Miami April 1944, settling in New York.

Frida married engineer Norbert Shraga and had a daughter, Janina Francesca, born in 1938. When the war broke out, she and her husband joined underground partisan forces. They left their one-year-old daughter in a convent and were later captured and executed.To this day we do not know what happened to Janina.

Itka, the youngest daughter, studied languages at the Sorbonne, as her older sister Sala lived in Paris. She returned to Zaleszczyki when the war broke out.Pepi sent Itka on her bike to bring money and jewelry to her sister Fania who had just left. Itka rode to the bridge and crossed over to Romania. Soon after, the bridge was blocked by Soviet tanks, preventing her from returning home. She joined her sister. Later, she reached Israel, married, was widowed twice, and had two children: a son, Alan Rubel, and a daughter, Margalit Fanger Navon.

As a child, Pepi stood out with herintelligence andhighly developed sense of responsibility.Her daring and business smarts in a masculine world led her father to purchase with her marriage a franchise of the Eastern Galician electricity company, simply called „The Elektrownia.” The Pressner family of Zaleszczyki was also connected to the Elektrownia.

Pepiowned a populargeneral goods storelocated on the main square which sold farm implements and other hand tools, sewing machines,and bolts of fabric, as well asedibles and art materials. Singerowa’s store was an innovative initiative, where one could purchase the newest building materials, furniture, and household items – the first commercial store in the region.

Pepi’s extraordinary personality traits were reflected in every area of her life.

On the one hand, she was an elegant woman and a shrewd and prominent businessowner in the community.On the other hand, she was a warm, loving, devoted and liberal family woman who agreed to have a traditional Jewish home by marrying Leon, a deeply religious man who studied Jewish text assiduously. Their daughter Fania (Fancia) followed in her father’s footsteps and was religiously observant and Zionist.

A friend of the family, Mila Sandberg-Mesner, recalls that Singerowa attended the meetings of the Women Circle for care of the Poor and Sick, also attended byMila’s mother. Singerowa was very active in charitable activities and contributed generously to the fund for impoverished citizens.

Nunioandthe other children helped at the store.In time, the shop on the town square became too small for the diverse products paniSingerowawanted to offer and especially for the iron goods, building supplies and farm machinery, such as tractors. Later, she built a much larger place at another location.

Pepi was known by everyone in town given that the use of electrical power was something completely new in the 1920s. One of the jokes in town during power outages: Singerowamust have fallen asleep and forgot to turn on the power switch.

Electricity was only available in the evenings, once it was getting dark, as the appliances that needed it were lamps – also later streetlamps – and especially radios. People were glued to their radios to get information from afar. These were some of the first steps of modernization.

Pepi’s openness was legendary, drawing customers to her shop from all religious and ethnic groups in town. Zygmunt Fedorowicz, born in Zaleszczyki in 1925, was recently asked by his niece, Hania, if he remembers paniSingerowa who had a shop on the rynek (main square). He immediately started to smile and go back in time: „Of course I remember her. She was quite a personality.””So, what would you buy there?” „Oh, all kinds of different stuff.” „What do you remember?””Before I could buy anything, I always had to give her a big kiss first!”

Another example of her openness was shownin the welcome Pepi showed her youngest daughter Itka’sboyfriend Friedel Turnau who was not Jewish.Friedel’s maternal grandmother,of the Brunicki family, had converted to Catholicism after receiving a title of nobility from the Austrian emperor, Franz I in the first half of the 19th century.However, she was born a Jew and according to Jewish law, Friedelwould have been Jewishas well, despite his grandmother’s conversion. Had it not been for the war, they would have married and remained in Zaleszczyki.

Pepi was an exceptional employer, caring for the many Jewish families who worked in her business. At the Elektrownia, for example, there was a group of painters who specialized in painting dams and later ironworkswith a new type of anti-rust paint she imported from Austria and Germany throughher building supplies business. In her home she employed a staff of workers and her daughters had nannies. The family could afford to travel in Europe, going to Karlovy Vary in the Czech Republic, Vienna, and Paris.

She also had real estate interests, constructing the family home on a large plot of land on Kilinski Street.Later two more houses were added for her daughters Fania and Fridaafter they married.

Pepi alsocared for adopted children:Chipka, who was an orphaned by her mother, became the sixth child in the family. She perished with Pepi in the first Aktion carried out by the Germans after taking over Zaleszczyki in June 1941; Dunia Gertner who was a distant relative whose mother was ill and whose father could not raise her. At the age of 18, Dunia married Moshe Hitler (yes, that was the groom’s name). They both perished in the same murderousAktion.

I learned fromMila Sandberg-Mesner that the Elektrownia was a central feature of life in Zaleszczyki,and with it, paniSingerowa. Mila vividly remembers the fire at the Elektrownia which must have happened when she was 4 or 5 years old, about1927 or 1928. Workers rushed to prevent an explosionby throwing canvases over a cistern that was filled with oil used to run the electrical factory. Meanwhile, Mila’s father was on the roof of their house, just across the street from the Elektrownia, catching flying sparks and extinguishing them. After the fire, there was no electricity for an entire year, and people had to use naphtha lamps again. Mila remembers the wonderful day when the electricity returned, and the naphtha lamps were carried to the basement.

In time, a volunteer fire department was organized. The Elektrownia would provide a warning signal: lights flickering on and off three times in the whole town meant volunteers should run to the point of assembly to go fight the fire. Since the lights were only on at night, the alarm signal was sure to be noticed.

Mila remembers that on Sept. 1, 1939, everyone in Zaleszczyki woke up surprised, as the lights were on in the daytime.Singerowa had given the exceptional order to turn the electricity on in the morning, so that everyone could listen to their radios.

War had begun.

Pearl Singer died 11 November 1941 in Zaleszczyki in a German Aktion, along with her son Nunio.Zaleszczyki native and eyewitness Israel Shechter documented the fact that Pearl and her son were murdered by the Gestapo, aided by local collaborators. They were shot, along with several hundred other Jews near the officers’barracks, ODW, and buried in a mass grave which was filled in by unknowing Jewish residents.

As Mr. Schechter told the assembled at Bet Keren Hakayemet in Tel Aviv, on October 29, 1950:

“There we were handed shovels and were brought to a large field which was big and snowy in which there was a large hole in the ground. We were ordered to lower the outer circle of that hole, and with the dirt that was dug to cover the hole and flatten the area…” “…we didn’t even imagine that when we were digging in the hole near the barracks, that we were digging and walking on hallowed ground, that was made holy and pure by the blood of our innocent loved ones who were killed too early in this mass grave…”

The actual site of the mass execution has been built over; a multilingual engraved stone monument nearby commemorating the 800 Jewish victims of November 14, 1941, was unveiled in May 2011.

Although Pepi’s life was cut short, she had 72 descendants living all around the world, several of whom are named for her.

Leon Aryeh Singer died December 30th, 1949, in Ramat Yitzhak, Israel.

As of this writing in October 2021, there is a project underway to create a memorial landscape at the site of the former Jewish cemetery in Zaleszczyki, located near the railway bridge and overlooking the Dniester River. After the war it was abandoned and thendesecrated by Soviet decree in the 1960’s and 1970’s, however 200 macewaswere inadvertently saved from destruction: they were used to pave a drainage ditch at the elementary school and willnow become part of the memorial.

Elected officials, educators, a landscape architect, clergy – Jewish and gentile, and diasporic descendants of Zaleszczyki families have come together to commemorate members of the vibrant Jewish community that existed before the Shoah.Their memory is not defined by how they died, but by how they lived and thrived, as an integral part ofpolitical, economic, and cultural life in Zaleszczyki.

Jordan Friede, great-grandson of Pepi Singer

New York City, October 2021

Thanks to my cousin Margalit Navon and my aunt Rita Pressner Cohn for helping to reconstruct family memories.